Gautier Teofil - Kapitan Fracasse.pdf

(1654 KB) Pobierz
<!DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD HTML 4.01//EN" "http://www.w3.org/TR/html4/strict.dtd">
TEOFIL GAUTIER
KAPITAN FRACASSE
TYTUŁ ORYGINAŁU: LE CAPITAINE FRACASSE
PRZEKŁAD: WOJCIECH NATANSON
INSTYTUT WYDAWNICZY „NASZA KSIĘGARNIA”
WARSZAWA 1989
WSTĘP
Teofil Gautier, autor tej powieści, należy do młodszego
pokolenia romantyków francu-skich. Urodzony w 1811 r.,
pochodził z południowej Francji i wniósł w życie artystyczne
Paryża werwę południowca, która znalazła sobie doskonałe
pole do popisu w okresie, kiedy toczyły się zacięte walki
między zwolennikami i przeciwnikami romantyzmu. Aby
pognębić przeciwników nowego prądu, głoszących
niewzruszalność przestarzałych reguł klasycznych, młody
pisarz nie cofał się nawet przed skandalem. Do historii
literatury przeszła jego malo-wnicza manifestacja w lutym
1830 r., na premierze dramatu Wiktora Hugo Hernani , którego
powodzenie ostatecznie już przypieczętowało zwycięstwo
romantyków. Gautier paradował tego wieczora w
nieprawdopodobnym stroju: miał na sobie jasnozielone
848633050.001.png
spodnie, czarny frak i różową kamizelkę. Oznaczało to
pogardliwe wyzwanie pod adresem licznie zgromadzonych
zwolenników klasycznego umiaru i rozsądku w sztuce.
Takie młodzieńcze ekstrawagancje nie wystarczyły
oczywiście, aby osiągnąć coś więcej niż chwilowy rozgłos, ale
już pierwsze jego utwory, zarówno poetyckie, jak i
prozaiczne, wy-kazały, że Teofil Gautier wzbogacał
romantyzm francuski dzięki swej wyobraźni szczególnie
wrażliwej na kształty i barwy. Świadczy o tym i Kapitan
Fracasse . „Jestem człowiekiem, dla którego świat zewnętrzny
istnieje. Moja twórczość to kształt, plastyka” — mówił
Gautier o sobie. Bardzo trafnie nazwano go zabłąkanym do
literatury malarzem; nie jest to zresztą ty-lko przenośnią, gdyż
kształcił się on w tym kierunku, zanim wybrał zawód pisarza.
Miał więc pierwszorzędne dane, aby stać się wybitnym
realistą. Ale realizm polega nie tylko na odtwarzaniu
malowniczych stron otaczającej nas rzeczywistości. O wiele
ważniejsze jest dla realisty wierne uchwycenie stosunków
społecznych i praw, które nimi rządzą. Tę sztukę posiadał w
doskonałym stopniu największy ze współczesnych Gautiera,
Balzac. Autor Kapitana Fracasse przyjaźnił się z nim,
rozumiał i podziwiał jego geniusz. Podobnie jak Balzac czuł
się obcy społeczeństwu, w którym pieniądz był najwyższą
miarą wartości i celem wszystkich dążeń ludzkich. I on
boleśnie doświadczał na sobie, jak beznadziejne warunki
egzystencji narzucał człowiekowi kapitalizm w tej epoce.
Utrzymywał się głównie z pisania do gazet, gdzie interesy
burżuazji ze szczególną brutalnością podporządkowywały
sobie słowo pisane. „Doprawdy, rumienię się czasem za swoje
rzemiosło — mówił kiedyś w gronie przyjaciół. — Za nędzną
sumę, którą muszę zarobić, bo inaczej umarłbym z głodu, nie
mówię ani pół ćwierci tego, co myślę, i jeszcze ryzykuję
każdym zdaniem, że zataszczą mnie pod sąd”. Nie były to
bynajmniej obawy urojone. Raz ledwo uniknął on rozprawy
sądowej z po-wodu jednego ze swych drobnych utworów,
gdzie występuje diabeł, który mówi: „Nie jestem królem,
żebym miał nie dotrzymać danego słowa”. Po wydaniu
Kapitana Fracasse Gautier zwierzał się, że z największym
przejęciem opisywał w tej powieści wynędzniałą, konającą w
zaprzęgu szkapę, bo w jej męczarniach widział symbol
swojego własnego życia.
Jak u wielu pisarzy tych czasów rodził się pod jego piórem
protest. Nie miał jednak Gautier odwagi rozprawić się z
rzeczywistością w sposób tak zdecydowany jak Balzac. Z
biegiem lat, coraz bardziej zgorzkniały i zrezygnowany,
ucieka w krainę fantazji i sztuki. Kapitana Fracasse również
można by uważać za ucieczkę w przeszłość, ale ta książka
wcale nie wyraża goryczy ani rezygnacji —
wprost
przeciwnie, tchnie pogodą i wiarą w życie.
Akcja powieści rozgrywa się na początku XVII wieku, za
panowania Ludwika XIII. Jest to epoka burzliwa i barwna,
szczególnie pociągająca wyobraźnię tych romantyków, którzy
jak Hrabia z Pana Tadeusza nade wszystko uwielbiali stare
zamki „gotyckiej architektury” i awanturnicze przygody ze
szpadą w ręku.
W XVII wieku nie brakło we Francji starych, niegdyś
obronnych zamków, które powoli obracały się w ruiny; ich
panowie wiedli żywot niczym nie przypominający dawnej
świe-tności, gdyż wskutek udoskonalenia techniki wojennej
szlachta utraciła swoje znaczenie jako podstawa obronności
państwa, i odległym już tylko wspomnieniem były dla niej
czasy, kiedy rzemiosło rycerskie pozwalało zdobywać
bogactwa. Na drobnych panach feudalnych odbiło się to tym
dotkliwiej, że jednocześnie malała rentowność ziemi
uprawianej przez pańszczy-źnianych chłopów.
Awantury wszelkiego rodzaju, pojedynki, akty samowoli i
bezprawia były wtedy chle-bem powszednim szlachty — to
zjawisko towarzyszyło innemu procesowi, który w tym sa-
mym okresie zmieniał oblicze Francji. Właśnie dobiegała
końca walka o wzmocnienie władzy królewskiej i stworzenie
monarchii absolutnej, która by podtrzymywała ustrój
feudalny, za-grożony przez niezadowolenie rosnące w masach
ludowych i przez szybki rozwój ekonomi-czny
mieszczaństwa. Mimo iż absolutyzm miał na widoku przede
wszystkim interesy ogółu szlacheckiego i z każdym rokiem
był bliższy zwycięstwa, liczni przedstawiciele starych ro-dów
uparcie bronili swej niezależności i siali w kraju zamęt,
zachowując się jak udzielni wła-dcy. W postaci
Vallombreuse'a pokazał Gautier takiego zuchwałego i
bezwzględnego magna-ta, który nie uznaje innych praw niż
własne zachcianki. Baron de Sigognac reprezentuje natomiast
zubożałą szlachtę prowincjonalną, dziedziczkę muzealnych
już tradycji dawnego rycerstwa, nie mającą innego wyjścia niż
szukanie protekcji u magnatów lub — co było pewniejsze —
dosługiwanie się urzędów królewskich.
Na historii wędrownej trupy aktorskiej autor pokazał nam
ponadto, że epoka feudalnego absolutyzmu, która już
niebawem, za Ludwika XIV, miała przeżyć tak wspaniały
rozkwit, nie była bynajmniej epoką sprawiedliwości. Sytuacja
aktorów w XVII wieku była rzeczywiście jaskrawym
przykładem krzywdy społecznej, jaką musieli znosić wszyscy
ci, którzy nie nale-żeli do klas uprzywilejowanych. Po stronie
tych pogardzanych przez szlachtę i mieszczaństwo biedaków
jest cała sympatia autora. Oni to składają najpiękniejsze
dowody odwagi, przyjaźni i poświęcenia, od nich podczas
wspólnej wędrówki uczy się baron de Sigognac właściwej
oceny szlacheckich przesądów. W porównaniu zaś z księciem
de Vallombreuse nawet zawo-dowy bandyta Jacquemin
Lampourde wydaje się ideałem cnót rycerskich. Kapitan
Zgłoś jeśli naruszono regulamin