sof4.doc

(55 KB) Pobierz
Początki sofistyki

Michał Szaniawski, C03D

„Początki sofistyki. - Główni Sofiści: Protagoras i Gorgjasz.”

Pierwotna filozofia grecka jest bardzo bogata w systemy i idee. Heraklit wykrył wielką zasadę nauki o zjawiskach, twierdząc, że wszystko się zmienia, z wyjątkiem samego prawa zmiany. Uświadamiając sobie w całej pełni wymagania rozumu, przeczy Parmenides stawaniu się i za jedyną rzeczywistość poczytuje Byt jeden, identyczny, wieczny. Demokryt odkrył w materializmie jeden ż możliwych poglądów umysłu na rzeczy. Lecz, każdy system podany jest przez swego autora jako wyraz całej prawdy. Świat pozostaje ten sam. Problem, który ma być rozwiązany, nie zmienia się. Lecz skąd pochodzi, że rozwiązania zmieniają się i przeciwstawiają się sobie? Czyż to nie wystarcza, by obudzić nieufność myśli do samej siebie?

Głównym ogniskiem filozofii były podówczas Ateny, które jeden z Sofistów nazywał „prytaneum mądrości greckiej” (Protagoras 337, d). Różne idee poddawano dyskusji, przeciwstawiano jedne drugim. Niemniej i stan polityczny państw sprzyjał sceptycyzmowi. Arystokrację zastąpiła wszędzie demokracja. Prawa nie posiadały już uświęconego charakteru instytucji, które przyjmuje się bez dyskusji, z szacunkiem dla ich odległego i tajemniczego początku. Każdy obywatel wiedział, jak się robi i obala prawa. Na miejsce tradycyjnego autorytetu zwyczajów przodków stanęła przemijająca potęga mówców, umiejących zręcznie mamić dusze tłumu. Wraz z rozwojem demokracji staje się krasomówstwo jednym z narzędzi rządzenia. Lecz mówca szuka przede wszystkim poklasku; o absolutną prawdę się nie trapi, a tym, którzy słuchają, wystarczy przedstawić swój pogląd, podobny do prawdy. Z wszystkich tych przyczyn powstaje sofistyka. Sofiści nie tworzą szkoły filozoficznej, nie posiadają wspólnego systemu, wychodzą ze wszystkich szkół filozofii greckiej. Są sceptykami w tym znaczeniu, że zgodnie zaprzeczają możliwości bezwzględnej prawdy i dobra. Lecz do tych wniosków dochodzą różnymi drogami i zamiast, jak prawdziwi sceptycy, wstrzymywać się od sądów, rozprawiają o wszystkim i mają pretensję, by nigdy nie dać się zaskoczyć niespodzianie. Rzeczą, która przede wszystkim ich zajmuje, jest pragnienie wykształcenia mówców i mężów stanu, umiejących zręcznie obronić każdą sprawę i wyzyskać każde położenie.

Do głównych sofistów należą: Protagoras, Gorgjasz, Prodikos, Trasymach i Eutydemos. Protagoras bierze za punkt wyjścia system Heraklita; lecz odrzuca rozum powszechny, który, podług starego filozofa, wytwarza harmonię z tożsamości przeciwieństw. Odtąd pozostają tylko zjawiska, będące w ustawicznym ruchu. Jedynym środkiem poznania jest czucie (wrażenie zmysłowe). Ponieważ nasze sądy są tylko sformułowanymi naszymi czuciami, przeto są wszystkie prawdziwe, jak nasze czucia same. „Człowiek jest miarą wszechrzeczy”; wszelkie poznanie zależy od poznającego umysłu. Nie można wyjść z siebie. Mędrzec jest jakby lekarzem duszy; nie może sprawić, by rodziły się w niej myśli prawdziwe, lecz może sprawić, by powstały w niej myśli użyteczniejsze i przyjemniejsze. Mądrość jest sztuką osiągania szczęścia.

Gorgjasz, urodzony w 427 r., przybył do Aten jako ambasador miasta Leontinoi (na Sycylii), swej ojczyzny. Wychodzi z Parmenidesowskiej definicji bytu i stosuje tę definicję do istot czujących, do tego, co nam się wydaje, że istnieje. Wyprowadza stąd wniosek: Bytu nigdzie nie ma, ponieważ definicji istnienia nic nie odpowiada. Myśl swoją streszcza w trzech tezach: nic nie istnieje; jeśli coś istnieje, to owe coś nie może być poznane; jeśli przyjmiemy, że byt istnieje i że ktoś mógłby go poznać, byłoby dla tego kogoś rzeczą niemożliwą, udostępnić innym to poznanie. Każdy sąd jest prawdziwy - mówił Protagoras; żaden sąd nie jest prawdziwy - mówi Gorgjasz: dwie tezy pozornie sprzeczne, w rzeczywistości równowartościowe. Jeśli każdy sąd jest prawdziwy, znaczy to, że się ogranicza do wyrażania pozoru; jeśli żaden sąd nie jest prawdziwy, znaczy, że możemy pojąć jedynie tylko pozory. Sofistów znamy przeważnie dzięki ich przeciwnikom, Sokratesowi i Platonowi; dlatego też często sądzono ich ze zbytnią surowością. Wiedza nie istnieje, istnieją tylko mniemania; nie ma prawdy, są tylko prawdopodobieństwa: oto wspólna im wszystkim teoria. Ponieważ dobro jest tak samo względne, jak prawda, jest moralność jedynie tylko sztuką zdobywania powodzenia. Czy możemy wobec tego powiedzieć, że Sofistów należy uważać za ludzi, głoszących z rozmysłem niemoralność, za snobów zbrodni, psujących młodzież dla przyjemności?

Pierwsi Sofiści są to ludzie szanowani, wpływowi, którzy grają wielką rolę w swej ojczyźnie. Kolonia ateńska w Thurioi prosi Protagorasa o ułożenie konstytucji; Gorgjasz zostaje wysłany przez swych współobywateli jako ambasador do Aten; Prodikos jest wybitnym gramatykiem, choć wyrafinowanym i Sokrates poleca jego wykłady kilku ze swych uczniów; od niego właśnie Ksenofon zapożyczył allegorję o Herkulesie między występkiem a cnotą. Poeci i rapsodowie nie wystarczali już do wykształcenia młodzieży. Pierwsi Sofiści podjęli się wykształcenia mężów stanu i mówców. Uczniom dali to, czego ci od nich żądali: sztukę nadawania przewagi swym poglądom na zgromadzeniu publicznym. Gdzież jest mąż stanu, który nie uważałby za swe najpierwsze zadanie zyskanie powodzenia? Lecz jeśli mistrzowie zachowują pewną miarę i liczą się z opinią publiczną, młodzi ludzie, którzy ich słuchają, są śmielsi i nie wahają się wysnuć wszystkich konsekwencji ze sofistyki.

Bogowie zostali wynalezieni przez prawodawców dla zastraszenia ludzi. Nie istnieje ani sprawiedliwość ani niesprawiedliwość, ani prawda ani fałsz; prawo ustanowione jest tylko dla tego człowieka, nie ma ani odwagi, ani siły, ażeby się z pod niego uchylić. Dobrem jest potęga, radość panowania, wzniesienie się ponad wszystkich swych nieprzyjaciół, uważanie własnej woli jako jedynego prawa. Kallikles wyrzuca Gorgjaszowi jego ustępstwa i nieśmiałość (Platon, Gorgjasz) i rozwija z pewnego rodzaju bezczelnością zasady i konsekwencje, które mistrz przemilcza.

Sofistyka jest nie tylko krytyką i rozluźnieniem pierwotnej filozofii greckiej, oznacza w pewnym kierunku postęp, myśli, wyłania nowe zagadnienia.

Dawni filozofowie myśleli, nie pytając o istotę myśli, o jej wartość, o jej stosunek do świata, który chciałaby poznać. Sofiści zaś uważają, że wszystkie hipotezy fizyczne zawierają w założeniu pewne logiczne zasady, co do których trzeba się najpierw porozumieć. Gdy się z jednego pierwiastka usiłuje wyprowadzić cały świat widzialny, łączy się wtedy dwa pojęcia, które wydają się przeczyć sobie, mianowicie pojęcia jedności i wielości. Czy ma się prawo przechodzić od jedności do wielości, od wielości do jedności? W ten sposób miejsce fizyki zajmuje logika; zamiast zagadnienia, w jaki sposób łączą się fizyczne elementy, występuje pytanie, jak mogą łączyć się pojęcia, to znaczy w jaki sposób możliwe są twierdzenia i sądy.

„Stosunek jedności do wielości znajduje się zawsze i wszędzie, każdego czasu jak i dziś, w każdej rzeczy, o której mowa... Młody człowiek, który posługuje się tą formułą po raz pierwszy, zwykle się nią cieszy tak, jak gdyby odkrył skarb mądrości; unosi go radość aż do entuzjazmu i nie ma przedmiotu, którego by nie wywrócił na wszystkie strony, to zwijając go i mieszając w jedno, to znowu rozwijając i dzieląc na kawałki”. (Platon, Fileb).

Przed filozofem staje nowe zadanie; znaleźć pojęcia które pozwalają wytłumaczyć to, co jest, zdefiniować pojęcia, określić ich stosunki. To poszukiwanie pojęć, idei ogólnych, które, wśród powszechnej zmiany same zmianie nie ulegają ą czynią rzeczy zrozumiałymi, to poszukiwanie staje się, od Sokratesa począwszy, pierwszym przedmiotem filozofii, punktem wstępnym do fizyki. Metoda Sokratesa, dialektyka Platona, syllogistyka Arystotelesa, są tylko dalszym postępem tej nowej filozofii, która poprzez wieki średnie ciągnie się aż do Bacona i Kartezjusza.

Sokrates. Jego życie. - Metoda. - Poznanie samego siebie: ironia - majeutyka.

Sokrates jest nie tylko filozofem, ale ma coś z apostoła i proroka. Wierzy, że bogowie poruczyli mu pewną misję i poświęca się jej całkowicie. Marzy o moralnej i religijnej reformie ojczyzny, której chce przywrócić wielkość, przywracając cnotę. Przeciwnik sofistów, ich sceptycyzmowi nową metodę: sztukę wydobywania prawdy, jednej i pewnej, z różnorodnych i przemijających pozorów. Lecz to, co w prawdzie ukochał, jest dobro, które jest jej warunkiem; logika jest dla niego ściśle związana z etyką, której jest narzędziem.

Urodzony w Atenach w 470 r., był najpierw rzeźbiarzem, jak jego ojciec; lecz wkrótce poświęcił się zupełnie filozofii i głoszeniu moralności. Historia przekazuje nam mało postaci tak oryginalnych i tak złożonych. Gardzi wykwintem wyrafinowanej cywilizacji, jest w nim coś z barbarzyńcy, dobrowolny powrót do natury. Chodzi boso, znosi głód i pragnienie, naraża się na zimno, a po ucztach, gdzie do rana krążyły kielichy usuwa się, pozostawia współbiesiadników pogrążonych we śnie, sam zaś nie okazuje żadnych śladów działania wina na swój tęgi organizm. Jako żołnierz ocala życie Alcybiadesowi pod Potideą, Ksenofontowi pod Delium. Silny ten człowiek, o ruchach trochę ciężkich, jest w dyskusji niezmiernie subtelny, drwi sobie z najzręczniejszych sofistów. Żeby oddziaływać na młodzież ateńską, umie nadać dziwny urok swemu umysłowi i wymowie. Lecz Sokrates jest czymś innym jeszcze niż dialektykiem i szydercą, jest jeszcze mistykiem. „Posiadam tylko jedną małą wiedzę, mawiał, wiedzę miłości”. Gdy był skupiony w sobie, zdawało mu się, że, słyszy w duszy głos jakiegoś boga a zwykła jego wymowa, gdy go zapał unosił, znajdowała bez wysiłku akcenty, którym nie można było się oprzeć! „Sokrates, powiada Alcybiades, (Uczta) podobny jest do tych Sylenów, których widuje się w pracowniach rzeźbiarskich i w których wnętrzu, gdy się je otworzy, widać zamknięte posągi bóstw”. Sokrates miał przeciw sobie Sofistów i ich uczniów, których zdania ciągle obracał w śmieszność, poetów, którym zarzucał, że nie wiedzą, co czynią, wreszcie polityków, którym wyrzucał upadek Aten. Lud nie był zdolny odróżnić filozofa od tych, których on zwalczał i Arystofanes właśnie Sokratesa umieścił w „Obłokach”, ażeby wyszydzić Sofistów. Zuchwalstwa polityczne Sokratesa doprowadziły go wreszcie do zguby; nie było nic łatwiejszego, jak przedstawić go jako rewolucjonistę, nieprzyjaciela instytucji krajowych. W 406 r. jako prytan sprzeciwił się poddaniu pod głosowanie wyroku śmierci na generałów, którzy walczyli pod Arginuzami i stawił czoło wściekłości ludowej. W rozmowach swych nie oszczędzał Temistoklesa i Peryklesa, wielkich polityków demokracji ateńskiej, którym zarzucał, że nie umieli natchnąć swych współobywateli miłością do cnoty, bez której nie ma trwałej potęgi. Chciał, żeby rządy państwa powierzano najmędrszym i oburzał się, że urzędników wyznaczano przez los. Opierał się Trzydziestu Tyranom wówczas, gdy wszyscy drżeli przed nimi; lecz później pamiętano tylko, że jeden z nich, Krytjasz, był jego uczniem. Śmierć Sokratesa wiąże się z reakcją demokratyczną, która nastąpiła po wygnaniu Trzydziestu Tyranów. Oskarżyciele jego: Melitos poeta, Lykon retor i Anytos garbarz, obywatel demokrata, towarzysz Trazybula, chcieli ukarać go dla przykładu, wzmocnić religię narodową i demokrację. We wspaniałych dialogach (Apologia, Kryton, Fedon) opowiedział nam Platon, w jaki sposób Sokrates bronił się przed swymi sędziami, jak odmówił ucieczki z więzienia przez szacunek dla praw swej ojczyzny i umarł jak umiera mędrzec, o zachodzie słońca, rozmawiając z uczniami o nieśmiertelności duszy.

Sokrates nic nie napisał; naukę jego znamy wyłącznie z dzieł jego uczniów. Jednakowoż w dialogach wkłada Platon własne teorie w usta swego mistrza. Jeśli Ksenofont w Pamiętnikach i Uczcie przedstawia idee Sokratesa z większą ścisłością, to główny nacisk kładzie jednak na moralność praktyczną, na momenty, które najbardziej uderzają go i interesują. Platon jest zanadto filozofem, Ksenofont jest nim zbyt mało. Musimy więc ich powiedzenia porównywać i kontrolować, o ile to jest możliwe, za pomocą krótkich lecz cennych wskazówek, które nam daje Arystoteles. Pierwsi filozofowie chcieli poznać wszystko: świat, jego początek i jego przeznaczenie. Zdołali jedynie dać sprzeczne odpowiedzi na te zagadnienia zbyt rozlegle. Sokrates jest skromniejszy. Chce, żeby człowiek zwrócił myśl swoją ku sobie samemu raczej, poznaj samego siebie, oto pierwsza zasada metody sokratycznej. Prawda nie jest poza nami, prawda jest w nas, albo przynajmniej w nas samych tylko znajdziemy logiczne sposoby myślenia, które umożliwią nam jej odkrycie. Przecząc możliwości nauki, Sofiści równocześnie rozwiązywali wszystkie zagadnienia i chełpili się, że mają odpowiedź na wszystko. „Jedyne co wiem, mówił Sokrates, jest to, że nic nie wiem”. Lecz poznać niewiedzę, znaczy, mieć pojęcie wiedzy, znaczy, być zdolnym do odróżnienia prawdy od fałszu. Zasada ta daje początek dwojakiej metodzie: jedna negatywna, tj. ironia uwalnia nas od błędu, oczyszcza, czyni nas zdolnymi do przyjęcia prawdy; druga metoda pozytywna t. zw. majeutyka umożliwia nam osiągnięcie prawdy, którą możemy odkryć jedynie tylko w sobie.

Uwolnienie od błędu i odkrycie prawdy są dwiema poszczególnymi formami poznania samego siebie.

Sztuka Sofistów polegała na korzystaniu z dwuznaczności mowy potocznej i przyjmowaniu za zasadę definicji chwiejnych i niezupełnych. Każde słowo jest streszczeniem pewnych doświadczeń. Wokół niego grupuje się cała masa skojarzeń ideowych, nieskończona ilość drobnych faktów, które się zapomina. Słowo staje się w ten sposób nieokreślonym znakiem, który nie odpowiada niczemu ściśle określonemu, który powtarza się z przyzwyczajenia, coś niby symbol, którego znaczenie się już zatraciło. Sokrates nie przyjmuje słowa za ideę. Albo wymaga, żeby jego przeciwnik porozumiał się sam z sobą i wtedy zbyt pospiesznej definicji przeciwstawia wypadki szczegółowe, które zostają poza definicją. Albo pozornie staje na stanowisku przeciwnika, przyjmuje wszystkie jego zasady i nie sprzeciwia się niczemu, co ten wypowiada i potem, idąc od dedukcji do dedukcji, doprowadza go do absurdu lub do sprzeczności. W ten sposób metoda ironiczna wykazuje próżność retoryki sofistycznej i rozprasza urok ich wymowy.

Sokrates przez ironię nie chce zniechęcać, chce tylko umysły uwolnić od błędu, ażeby przygotować je do urodzenia prawdy. Odkryć swoją nieświadomość, znaczy jut poznać samego siebie. Lecz w tym poznaniu samego siebie należy iść dalej. Mistrz nie podaje gotowej prawdy swemu uczniowi, tylko pomaga mu do jej odkrycia. „Zawód, który uprawiam, jest ten sam, co zawód akuszerek, tylko, że ja pomagam przy rozwiązaniu mężczyzn nie kobiet i pielęgnuję nie ciała lecz dusze, znajdujące się w bólach porodu”. (Platon, Teetet).

W ten sposób nie narzuca się nikomu wiedzy, nie daje się jej. Tkwi ona w ludzkiej duszy, która posiada ją tylko pod warunkiem wypromieniowania jej z siebie. Wiedza dokonywa dzieła samopoznania człowieka. Sztuka mistrza jest to majeutyka, czyli położnictwo ducha, sztuka wydobywania z umysłów prawd, które chcą się narodzić.

Jakież są procesy logiczne, które umożliwiają to urodzenie prawdy? „Dwie są rzeczy, mówi Arystoteles, które przypisać można Sokratesowi: rozumowanie indukcyjne i definicje pojęciowe”. Sofiści przyjmowali słowa, w ich znaczeniu źle określonym, za pojęcia ogólne. Sokrates na miejsce tych nieokreślonych wyrażeń chce podstawić pojęcia, które odpowiadają istocie rzeczy. Ażeby zastąpić ogólne, mętne idee ściśle określonymi pojęciami, posługuje się Sokrates indukcją. Albo gromadzi przykłady i od szczegółów dochodzi do pojęć ogólnych, wydzielając ze szczególnych faktów to, co mają one wspólnego, albo rozumuje na podstawie analogi i zapożycza przykłady z codziennego życia. Wreszcie tworzy też prawdziwe indukcje, kiedy na przykład twierdzi: ponieważ poemat zakłada istnienie poety a posąg rzeźbiarza, przeto należy z doskonałego przystosowania w naturze środków do celów wnioskować o istnieniu jakiejś twórczej inteligencji. Indukcja daje rodzaj, podział rozróżnia gatunki i oznacza różnice każdemu właściwe. Z pomocą rodzaju i gatunku tworzy się definicje, która może służyć, gdy jest naukowo uzasadniona i odpowiada rzeczywistości, za podstawę dedukcji i chroni od wypowiadania twierdzeń sprzecznych. Tym sposobem przez swoją metodę wykazuje Sokrates po pierwsze próżność retoryki sofistycznej, ustalając znaczenie słów. Po drugie wprowadza definicje, które wyrażają istotę rzeczy i dają duszy posiadanie prawdy, którą wyłania ona z siebie za pomocą procesów logicznych, stanowiących jakby naturalne narzędzie ludzkiej inteligencji.

Czy położnictwo ducha jest metodą logiczną, która dla Sokratesa ma jedynie sens, gdy jest stosowana przy poszukiwaniu definicji idei moralnych? Czy raczej przeciwnie, ma ona ogólne zastosowanie? Czy może obejmuje nawet metafizykę? Jest rzeczą pewną, że Sokrates zajmował się przede wszystkim cnotą, że przede wszystkim chciał pracować nad reformą moralną Aten. Sceptycyzm etyczny Sofistów był następstwem ich doktryn. Pojęcie dobra, podobnie jak każde inne, sprowadza się ostatecznie do słowa o znaczeniu zmiennym i niepewnym. Ażeby życiu praktycznemu dać zasady, pewne i trwałe, musiał Sokrates przede wszystkim na miejsce nominalistycznej logiki Sofistów i ich sztuki igrania słowami wprowadzić logikę prawdy i filozofię pojęcia. Celem, do którego dąży za pomocą definicji, jest prawda. Nie wątpi, że pojęcie, utworzone podług reguł metody, odpowiada rzeczywistości. Lecz prawdziwa rzeczywistość to dobro. Porządek logiczny nie różni się od porządku rzeczywistego, który sam znowu nie różni się od porządku moralnego. Rozumować za pomocą rodzajów, jest to klasyfikować swoje idee, podporządkowując jedne drugim, odkrywać jednocześnie prawdę i dobro, co jest i co być powinno. Świat jest dziełem rozumu, żywą dialektyką, którą powinien odtwarzać ruch myśli. Nie znaczy to, by Sokrates rozwijał kiedykolwiek swój system w sposób dogmatyczny, wychodząc z zasady, że wszystkie rzeczywistości i co zatem idzie wszystkie nasze idee są podporządkowane Dobru, które jest najwyższą ideą i najwyższą rzeczywistością. Nic nie byłoby sprzeczniejszego z przyjętym przez niego swobodnym sposobem filozofowania. Może nawet nigdy nie sformułował tej zasady, która staje się niebawem zasadą Platona, lecz cała jego etyka zawiera ją w sobie i jest jakby jej ciągłym potwierdzeniem. Jest to właśnie myśl mistrza, którą wyraża Platon, gdy każe mu mówić w Fedonie: „Słysząc pewnego razu kogoś czytającego w książce, którą, jak twierdził, napisał Anaksagoras, że inteligencja jest regułą i zasadą wszechrzeczy, byłem zachwycony. Wydało mi się rzeczą bardzo piękną, by inteligencja była zasadą wszystkiego. Jeśli tak jest, mówiłem sobie w duchu, wtedy inteligencja rządząca ustanowiła wszystko dla największego dobra... Jeśli więc ktoś chce znaleźć przyczynę każdej rzeczy, w jaki sposób ona się rodzi, ginie i istnieje, powinien tylko szukać sposobu najlepszego, w jaki ona może być”.

 

Zgłoś jeśli naruszono regulamin