15.pdf

(59 KB) Pobierz
<!DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD HTML 4.01//EN" "http://www.w3.org/TR/html4/strict.dtd">
Anastazja
-Lucjuszu, czy ty naprawdę właśnie uciszyłeś swojego wuja? - zapytał Klaudiusz
wyglądając na autentycznie zaskoczonego. - Takim tonem?
Ja także byłam w szoku. Lucjusz zawsze sprawował kontrolę nad spotkaniami, ale
nigdy nie widziałam, żeby rozwiązywał jakikolwiek problem ze Starszymi tak ostro.
Ale było jasne, że Klaudiusz drwił ze mnie, a książę Vladescu uświadomił
wszystkim, że coś takiego nie powinno mieć miejsca.
Kolejny raz mnie bronił. Powinnam coś powiedzieć...
Ale nie zrobiłam tego, a Lucjusz znowu zaczął mówić, już nie tak ostro, ale w taki
sposób, że nie zostawiał miejsca na debatę.
-Mówiłeś bez zapytania o pozwolenie, Klaudiuszu, a nasz zwyczaj – nasze prawo –
wymaga, żebyś prosił o potwierdzenie mnie albo Anastazję.
-Po prostu zapytałem o zdrowie twojej żony. - Klaudiusz jednak zaprotestował. -
Wielokrotnie prosiłeś mnie o zaakceptowanie Dragomira jako mojego przełożonego,
a kiedy robię przyjazdą uwerturę jesteś niezadowolony!
-Jestem niezadowolony, ponieważ nie postępowałeś zgodnie z prawem. - Lucjusz
wyjaśnił. - Muszę sprawić, by w tym zgromadzeniu stało się to jasne: teraz jesteśmy
kulturą, która postępuje według określonego prawa.
-Prawo! - Klaudiusz prychnął i cała udawana troska o mnie gwałtownie spadła. - Za
często mówisz o prawie, Lucjuszu! W przeszłości Vasile pozwalał nam rozmawiac do
woli. Nie martwił się o prawo.
-Mówisz za często w danym momencie. - Lucjusz poinformował swego wuja.
Odchylił się w fotelu jakby był całkowicie swobodny, ale widziałam jak zaciskał
szczękę. - A Vasile już tu nie rządzi, więc proponuję aby przyzwyczaić się do nowego
sposobu kierownictwa.
-Na jak długo? - Klaudiusz mruknął potrząsając głową. Jego głos był miękki, ale na
tyle głośny, by wszyscy to usłyszeli.
Siedziałam wstrząśnięta i milcząca. Inne wampiry także ucichły, ale kiedy spojrzałam
na ich twarze zobaczyłam ekscytację, która nie dotyczyła tylko mojego wujka
Dorina, który wyglądał na zmartwionego, tak samo jak ja.
-Co właśnie powiedziałeś? - Lucjusz zażądał, jego głos spadł o oktawę. - Czy chcesz
ukryć swoje słowa niczym tchórz?
-Lucjuszu... - usłyszałam siebie próbującą zobić wstępną próbę ingerencji, ale nikt
nawet mnie nie zauważył. Wszystkie spojrzenia były utkwione w Lucjuszu i
Klaudiuszu, którego szare policzki trochę się zaróżowiły, gdy powiedział:
-Dobrze Lucjuszu. Będę mówił, bo milczałem już zbyt długo.
Potem obrócił się w fotelu wskazując na mnie i wydawało się, że cały świat stanął
w obliczu Klaudiusza Vladescu, który wyrażał to w co wszyscy z Vladescu – i może
kilku z Dragomirów – siedzących przy stole wierzyli, że było prawdą. Ja wierzyłam,
że to prawda.
-Ona nie jest gotowa, by rządzić, Lucjuszu. Nie potrafi nawet trzymać ręki na
sprawiedliwości.
xlovexsickx
Nie...
Wiedziałam, że królowa Mihaela Dragomir rozdawała niektóre wyroki
sprawiedliwości wtedy i tam, ale pozostałam zamrożona, obserwując Lucjusza,
którego oczy stawały się kompletnie czarne, zupełnie jak w nocy, kiedy zabrał mnie
w niewoli do zamku i prawie stracił kontrolę.
Klaudiusz wydawał się być na to obojętny. Był zbyt zajęty wyrażaniem swoje
stłumionego gniewu, by uznać, że młody wampir, którego dotychczas kontrolował,
nie był już pod jego kciukiem – i także stawał się zły.
-Lucjuszu! - Klaudiusz nagle wrzasnął. - Akceptowałem Dragomirów przy tym stole
przez prawie dwadzieścia lat. Ale nie mogę, nigdy nie zaakceptuję jednego z nich
jako mojego władcę. NIGDY!
Spojrzał na mnie.
-A zwłaszcza dziewczyny, która nic nie wie o przywództwie.
W pokoju była kompletna cisza kiedy jego głos powoli cichł.
I wtedy Lucjusz wstał, a ja ponownie zobaczyłam w nim wojowniczego księcia,
który mógłby szturmem zając zamek moich przodków ślubując zwyciężyć
Dragomirów. Wyjątek był taki, że tym razem chronił jedną z Dragomirów – i to tylko
uczyniło jego moc jeszcze potężniejszą, kiedy podchodził do swego wuja obnażając
kły.
Klaudiusz także wstał i zobaczyłam, że całe jego ciało zaczęło się trzęść. Być może
ze wściekłości, albo może dlatego, że w końcu zrozumiał co wywołał w moim mężu.
Chciałam wbiec pomiędzy dwóch wampirów i błagać ich by się uspokoili, ale nie
mogłam, w części dlatego, że Lucjusz był niemal dziwny, kiedy oparł się
niebezpiecznie blisko Klaudiusza i ostrzegł go pokazując kły, które były tak piękne i
równocześnie tak groźne.
-Słowa, które wypowiedziałeś są zdradą. Usuń się i bądź wdzięczny, że cię nie
zniszczyłem, zanim nawet będziesz mógł stanąć przed sądem, który jest ci należny na
podstawie przepisów, których sam będę przestzegać – nawet jeśli jestem mocno
skłonny, by odebrać ci istnienie i wzrok, którym obserwujesz moją determinację do
pozostania przy przekonaniach.
Klaudiusz zawahał się przez chwilę.
-Wyjdź teraz. - Lucjusz ponownie warknął.
-Dobrze, pójdę. - Klaudiusz w końcu się zgodził, ale kiedy opuszczał pokój odważył
się obrócić i warknąć – To nie koniec, Lucjuszu.
Dwa wampiry długo na siebie patrzyły. Kiedy Lucjusz w końcu przemówił żadne ze
słów wypowiedzianych na dzisiejszym spotkaniu nie wydawały się bardziej groźne,
a równocześnie on sam zachował spokój i jego kły zniknęły.
-Rzeczywiście, to nie koniec.
Gdy jego wuj zniknął za drzwiami Lucjusz zasiadł ponownie i rozejrzał się po
zebranych. Miałam wrażenie, że po kolei wyzywa każdego z nich do
przeciwstawienia się mu. Sądząc po twarzach Starszych, wszyscy myśleli to samo co
ja.
To co zaszło między Lucjuszem i Klaudiuszem... nie było tylko ochroną Lucjusza
xlovexsickx
mnie czy mojego prawa do sprawowania rządów, które zostało zakorzenione już
bardzo dawno, zarówno w waśni między dwoma klanami jak i w osobistej urazie
między dwoma potężnymi wampirami: między jednym, który próbował trenować
księcia do licytowania się ze Starszymi, oraz między drugim, księciem, który dorósł
na zbyt silnego, by mógł być kontrolowany.
A rozprawa lub nie rozprawa, nie została zakończona.
xlovexsickx
Lucjusz
Muszę przyznać, że jestem rozczarowany twoją decyzją o pozostaniu w Kalifornii,
zwłaszcza, że sprawy w Rumunii co raz bardziej się komplikują.
Wydaje mi się, że niedogodności wynikają z drobnych rewolucji, które
przeprowadziłem. Powstanie jednej zostawia mnie do czynienia z nieszczęśliwą
perspektywą procesu dla niczego innego jak zdrady. Oboje wiemy jak to musi się
skończyć dla Klaudiusza.
Szczerze mówiąc, postępowanie z naszymi wujami Vladescu nie jest
przeciwieństwem do twojego ukochanego surfowania po falach. Ktoś stara się uporać
z Vasilem, aż następuje ogromne nieuniknione zderzenie. Odwracam się, by odkryć,
że Klaudiusz zbliża się na horyzoncie, a tuż za nim Flaviu.
Jeśli nie jako żołnierz, lecz doświadczony surfer to tak właśnie bym to ujął.
I choć nadal nie wydałem decydującego rozkazu, przypominam ci, że nadszedł czas,
by odciąć się od przeszłości. Jesteś wojownikiem, Raniero. Wiesz, że któregoś dnia
będziesz musiał zmierzyć się z swoim wrogiem, którym jesteś ty sam. I to na tym
polu, na którym twoje wspomnienia mają swoją twierdzę. Jeżeli gdy bitwa będzie
trwać zdecydujesz się do odwrotu swojego życia na plażę będę respektować tę
decyzję. Zgodzę się, że jesteś pierwszym na świecie buddystą, weganinem,
oddzielonym Pacyfikem wampirem Vladescu (synem w prawie, którego Ned
Packwood niewątpliwie potajemnie chce dołączyć do swojej armii jegląt, piskląt
i cieląt, zamiast jak ja nie wahając się przyjąłbym mego przyjaciela do mej armii
poborowej). Ale dopóki ta konfrontacja nie nastąpi zamierzasz kryć się pod tatuażami
i w falach?
Nie jesteś jednym z tych co się czają, bracie.
Lucjusz
P.S. Oczywiście obdarzę Melindę swoją ochroną. Powinna tutaj przyjechać. Czy nie
zaimponowałbyś jej wykonując to zadanie? Najlepiej nosząc spodnie?
xlovexsickx
Zgłoś jeśli naruszono regulamin