borkowska.pdf

(222 KB) Pobierz
1
Grażyna Borkowska
Rodzina mityczna – archetypy rodzinne w literaturze polskiej XIX wieku
(z rzutem oka na wiek następny)
Nad Niemnem
W słynnym eseju pisał Gaston Bachelard: „Świat rzeczywisty zaciera się przed nami, gdy
tylko przenosimy się myślą do domu naszych wspomnień. Cóż znaczą domy, które mijamy
idąc ulicą, gdy w pamięci przywołujemy dom rodzinny, dom absolutnej intymności, dom,
z którego wynieśliśmy pojęcie intymności? Dom ten jest gdzieś daleko, utraciliśmy go, nie
mieszkamy już tam, wiemy – niestety – z pewnością, że nigdy już tam będziemy mieszkać.
Dom staje się wówczas czymś więcej niż tylko wspomnieniem, jest domem naszych marzeń,
domem snów” 1 . Wyobraźnia poetycka każe Mickiewiczowi zobaczyć ów dom w całej krasie,
w idyllicznym otoczeniu brzóz i topoli, w bieli i zieleni:
„Śród takich pól przed laty, nad brzegiem ruczaju,
Na pagórku niewielkim, we brzozowym gaju,
Stał dwór szlachecki, z drzewa, lecz podmurowany;
Świeciły się z daleka pobielane ściany,
Tem bielsze, że odbite od ciemnej zieleni
Topoli, co go bronią od wiatrów jesieni.” 2
Czy jest to dom prawdziwy, wydobyty z pamięci, z jej okruchów pociętych przez czas
i historię, czy dom mityczny, oniryczny, zbudowany ze snów o utracie i wygnaniu? Pigoń
broni rzetelnej pamięci poety: „Tak właśnie budowano zwyczajnie w dawnej Polsce: dwór
stał z dala od wsi, na wzgórku i nad wodą” 3 . Ale nie potrafi wskazać topograficznego
odpowiednika Soplicowa: pierwowzorem mogły być Tuhanowicze, Cząbrów, może jakieś
1 G. Bachelard, Wyobraźnia poetycka . Wyboru dokonał H. Chudak. Przełożyli H. Chudak, A. Tatarkiewicz.
Przedmowa J. Błoński. Warszawa 1975, s. 301.
2 A. Mickiewicz, Pan Tadeusz czyli ostatni zajazd na Litwie. Historia szlachecka z roku 1811 i 1812 we
dwunastu księgach wierszem. Cyt. wg wyd. ósmego. Opracował S. Pigoń. Wrocław – Warszawa – Kraków –
Gdańsk. BN I 83, s. 6.
3 tamże, przypis do wiersza 25.
2
inne miejsce w okolicach Nowogródka. Zauważmy jednak: jeżeli traktujemy Soplicowo jako
archetyp utraconego domu, to nie dlatego, że jest podobne do tego czy innego zaścianka, ale
dlatego, że jest podobne do naszych snów, do naszych wyobrażeń o idylli kraju dzieciństwa,
o słodyczy powrotu do chwili stwarzania naszego świata, do księgi genezis. Poeta nie musi
trzymać się żadnych faktów, nie musi być wierny pamięci, a „okolice Nowogródka opi-
sywane przez Mickiewicza, ani święte miejsca nowych wygnańców nie muszą być podobne
do rzeczywistych. Niemniej prawem sztuki stają się prawdziwe” – dodaje Miłosz 4 .
W tym domu, zbudowanym przez pamięć, nostalgię i wyobraźnię, mieszka rodzina. Czy
mityczna? Na pewno patriarchalna, staropolska, sarmacka, pełna gasnącego blasku i dziwnej
siły. „Rozrost wątku dawności” – tak zarysował Stanisław Pigoń fabularne perypetie Pana
Tadeusza , 1834. Wątek dawności rzeczywiście się tu rozrasta, zatacza coraz szersze kręgi,
ingeruje we współczesność. Jeśli uznamy mit za opowieść o zamierzchłych dziejach, która ma
zdolność modelowania zachowań zgodnie ze swą własną logiką prawdy i sprawiedliwości,
a jednocześnie zgodnie z jakimś wyższym rytmem prawideł rządzących światem, to historia
rodu Sopliców (Sopliców i Horeszków) będzie opowieścią mityczną. Wina zostanie wyznana,
przeszłość osądzona i uratowana, pamięć oczyszczona. Gdzieś między strzępami rodzinnej
tragedii – trochę jak w wierszach Ujejskiego 5 , trochę jak u Syrokomli 6 , a trochę jak w „malej
trylogii” Sienkiewicza - przewinęła się polska historia, motyw jej śmierci i odrodzenia,
wiążąc rozmaite wątki w spójną, mocną całość.
W nadniemeńskiej stronie stanął też inny dom, a właściwie domy: Korczyńskich,
Bohatyrowiczów. Złączyła je kiedyś historia i historia je rozłączyła. Obie rodziny, jak wiele
innych kresowych domów, ruszyły do powstania. Poprzedzał je okres bliskości, solidarności,
braterstwa. Po powstaniu wspólnota się rozpadła. Dwór walczył o przetrwanie i zaścianek
także. Ale tym razem walczono już nie razem, ale osobno. Walczono też przeciw sobie.
Niegdysiejsi sojusznicy stali się wrogami. W Nad Niemnem , 1888, Orzeszkowa próbuje
odbudować tę wspólnotę. Znawca przedmiotu – Józef Bachórz – dostrzega w powieści „ruch
4 Cz. Miłosz, Miejsca utracone , (w: ) tegoż, Szukanie ojczyzny. Kraków 1992, s. 190.
5 Por. wiersz Ujejskiego, Modlitwa ojca przy chrzcie syna , 1848, (w: ) K. Ujejski, Wybór poezji i prozy.
Opracowała K. Poklewska. Wyd. trzecie zmienione. Wrocław – Warszawa – Kraków. 1992. BN I 37, s. 56-58,
gdzie ojciec składa swoje nowonarodzone dziecko w ofierze za wolność i wiarę.
6 W poezji Syrokomli, przede wszystkim zaś w dziejach Jana Dęboroga, wspomnienie domu rodzinnego
i postaci ojca jest przepełnione kultem sarmackiej przeszłości, zob. W. Syrokomla, Urodzony Jan Dęboróg,
dzieje jego rodu, głowy i serca, przez niego samego opowiadane, a rytmem spisane przez Władysława
Syrokomlę , 1854; oraz Szkolne czasy. Nowe opowiadania Jana Dęboroga , 1858/59.
3
ku Bohatyrowiczom”; jego zdaniem ów zwrot: „mówi także o potrzebie powrotu duchowego
Korczyńskich do ludowego ogniska życia ojczystego. Mówi o konieczności pochylenia się
nad ludowymi krynicami narodowości i oczyszczenia się w nich z brudów egoizmu i pałuby
zobojętnienia” 7 .
Ale zanim Benedykt Korczyński wybierze się do zaścianka, dokona obrachunku ze sobą
i swoim domem. Pojedna się z synem, młodym buntownikiem, przenikniętym ideami
solidaryzmu społecznego, który coraz częściej oskarżał ojca o egoizm i brak ideałów. Zoba-
czy w Witoldzie – siebie, siebie sprzed lat, owładniętego nie tylko miłością ojczyzny, ale
także umiłowaniem ludu, pragnieniem spłacenia pokoleniowych krzywd i długów. Patrzył na
rozgorączkowanego syna z przerażeniem i zachwytem: „Krwi moja! Młodości moja! Falo,
która nas niosłaś...powracająca falo!” 8 . Widział przepływającą rzekę czasu, która porwała go
przed laty i teraz zagarnia najbliższego z bliskich. Jeszcze powtarzał w uniesieniu:
„– Zginiesz! zginiesz! niechybnie zginiesz!” 9 , ale czuł, że jego znękana dusza ożywa, że
spływa z niej gromadząca się latami rdza, że są sobie bliscy, jak nigdy przedtem, że są do
siebie podobni- jak krew z krwi i kość z kości. Ten proces oczyszczenia i pojednania dotyczy
także Justyny, której związek z Janem Bohatyrowiczem, Benedykt akceptuje, oraz Marty,
starej krewnej, prawdziwej i jedynej gospodyni domu. Jej pomysł przeniesienia się wraz
z Justyną do zaścianka wywołuje serdeczną ripostę Benedykta: „Moja Marto, za przyjaciółkę
cię zawsze miałem i serdecznie cię lubiłem, tylko widzisz, kłopoty, i różne biedy takim
ponurym i smutnym mię były zrobiły, że i okazywać mi się nie chciało tego, co czułem. Alem
ja wdzięczen ci, do grobu wdzięczen, i nie puszczę cię od siebie, jak sobie chcesz, nie
puszczę...” 10 .
Zaścianek nie musi się jakoś specjalnie przygotowywać ani do wizyty Korczyńskiego,
ani do święta pojednania z dworem. Żyje swoim rytmem pracy, odpoczynku i pamięci.
Przypomina kolorowe mrowisko; z pozoru statyczne i uśpione; w rzeczywistości – ruchliwe,
zapobiegliwe, uporządkowane, aktywne. Pamięć przeszłości w nim nie zgasła; jest podwójną
traumą: pamięcią wspólnej klęski i nostalgią za utraconym poczuciem braterstwa.
Mamy więc w Nad Niemnem historię dwóch rodzin, a właściwie dwóch rodów związa-
nych węzłem przeszłości. Czy jest tu miejsce na mit, myślenie mityczne?
7 J. Bachórz, Wstęp , (do: ) E. Orzeszkowa, Nad Niemnem. BN I 292, t. I, s. CIX.
8 tamże, t. III, s. 448.
9 tamże, s. 447.
10 tamże, s. 493-494.
4
W badaczach literatury drugiej połowy XIX wieku narasta od lat przekonanie, że nie da
się czytać Nad Niemnem (podobnie jak wielu innych utworów tego okresu) wyłącznie jako
powieści realistycznej, że wymaga ona „pytań dodatkowych” 11 . Odsłaniają one mityczną
strukturę świata przedstawionego, wydobywają z historii realistycznej jej archetypiczny
subtekst, budują własną filozofię ponadjednostkowego trwania. Jak Orzeszkowa godzi
narrację realistyczną z eposem?
Tak jak Mickiewicz w Panu Tadeuszu próbuje przedstawić nadniemeński krajobraz po
arkadyjsku, z całym jego bogactwem, żywiołowością, pięknem, siłą, która utrwala nie tylko
zasoby naturalne, ale także nosi na sobie ślady przemijania, historyczności i pamięci. Natura
jest ramą dla ludzkich działań, a jednocześnie gwarantem trwałości istnienia i źródłem radości
życia: ”Dzień był letni i świąteczny” 12 – napisze Orzeszkowa w zdaniu otwierającym
powieść. To wrażenie odświętności nie opuszcza czytelnika. Wkraczając w nadniemeńską
krainę ma on poczucie uczestniczenia w radosnym rytuale „uświęcania codzienności”,
w misterium pojednania ze światem natury, którą wyrażają różne żywioły, takie jak rzeka,
ziemia, drzewo, puszcza. To świat pod osłoną nieba, przedstawiany zgodnie z poetyką mitów
kosmogonicznych: nad płaską ziemią niebieska kopuła 13 .
W świecie Orzeszkowej przyroda jest rozumiejąca, człowiek może liczyć na jej milczące
wsparcie. W Gloria victis , 1910, tragedię powstańczą opowiadają drzewa, ponieważ nie
mogli już tego zrobić ludzie. W Nad Niemnem hierofania mogiły 14 odbywa się w krajobrazie
unicestwiającej, śmiertelnej pustki, w której powoli dają się rozpoznawać odgłosy życia.
Współczesna badaczka wyprawę na mogiłę porównuje z mitem eleuzyjskim 15 : Jan i Justyna
idą przez bezbarwne piaski, bezwonne piaski, którym lekkiego blasku przydaje jedynie
szarawa różowość wrzosów. To krąg śmierci. Modlą się nad mogiłą w mistycznym świetle
półmroku, jakie rzuca przysłonięta chmurami „przyćmiona płachta słonecznego blasku” 16 .
11 Określenie Bachórza, patrz: Nad Niemnem , t. I, s. CIII. Wcześniej mityczno-epicki charakter Nad
Niemnem analizowali m.in. J. Cieślikowski, <Nad Niemnem> Elizy Orzeszkowej. Rozważania nad semiotyką
mitów religijnych. „Pamiętnik Literacki” 1969, z. 2) oraz St. Falkowski, Więcej niż Arkadia , (w: ) tegoż,
Szlagiery inaczej . Warszawa 1991.
12 tamże, t. I, s. 3.
13 Na ten sposób budowania opisów panoramicznych zwraca uwage A. Mazur w swojej książce
Transcendencja realistów. Motywy metafizyczne w polskiej i niemieckiej prozie II połowy XIX wieku. Opole
2001, s. 270.
14 Określenie Anety Mazur, op. cit ., s. 403.
15 Mazur, op. cit ., s. 403 I następne.
16 Nad Niemnem , t. II, s. 157.
5
Opuszczają mogiłę pokrzepieni: „można by mniemać – rzecz dziwna! – że w tym właśnie
miejscu śmierci zdwojonym potokiem wezbrało w nich uczucie życia” 17 . Mit eleuzyjski jest
mitem inicjacyjnym; droga z życia do życia wiedzie przez doświadczenie nicości. Dla Jana
i Justyny mit ten stanowi zarazem podniosła, surową inicjację w miłość. Wszystko to
dokonuje się i spełnia dosłownie nad Niemnem, nad brzegiem rzeki, w cieniu drzew, pod
kopułą nieba.
Ale jak słusznie pisze Józef Bachórz: „Jej (tj. Orzeszkowej – przyp. mój GB) epicki ład
świata nie stanie się repetycją wszechogarniającego pojednania i rozgrzeszenia z ostatnich
ksiąg Pana Tadeusza . W eposie Mickiewicza starczyło ładu i rozgrzeszenia dla wszystkich –
jak przystało na poemat wysnuty z marzenia, poemat-baśń, poemat wiary w metafizyczną
harmonię świata. Nad Niemnem to jednak powieść w konwencji realistycznej. Finalne
<kochajmy się> – realistyczna <cząstka> osobowości autorki ostrzega przed baśnią – nie
może brzmieć przy wtórze zwycięskich fanfar. Nikt latem 1886 nie przybędzie do Litwy-
ojczyzny ze zwycięskim wojskiem. Niewola trwa. Toteż do udziału w szczęśliwym jutrze, do
uczestniczenia w nadziei nie wszyscy zasmuceni i nieszczęśliwi zostaną zaproszeni” 18 .
Nie wszyscy zostaną zaproszeni do udziału w micie. Nie wszyscy go dostąpią i doświad-
czą. Ale na pewno linię mitycznego kręgu przekroczą ci, którzy służą ojczyźnie, którzy
tradycję obywatelską pojmują dwojako: jako daninę krwi i obowiązek pracy, którzy czują się
nie tyle panami ziemi, ile jej beneficjentami, dłużnikami. Dlatego podupadającą pozycję
dworu korczyńskiego podtrzymują dwie niezależne, ale ściśle sprzężone ze sobą historie:
historia rodziny, którą kształtowała tradycja napoleońska, tradycja Uniwersytetu Wileńskiego
i tradycja obu powstań: listopadowego i styczniowego, oraz historia domu, który wzniesiony
w nadniemeńskiej stronie, musiał zmierzyć się z archetypem, by sprostać swemu położeniu:
„W korczyńskim dworze na rozległym trawniku dziedzińca rosły wysokie i grube jawory
otoczone niższą od nich gęstwiną koralowych bzów, akacji, buldeneżów i jeszcze niższą:
jaśminu, spirei i krzaczastych róż. Dokoła starych, kiedyś kosztownych sztachet topole,
kasztany i lipy ścianą gęstej zieloności zakrywały drewniane gospodarskie budynki. U zbiegu
dwóch dróg, okalających trawnik i rosnące śród niego potężne grupy drzew i krzewów, stał
dom drewniany także, niepobielony, niski, ozdobiony wijącymi się po jego ścianach
powojami, z wielkim gankiem i długim rzędem okien mających kształt nieco gotycki. Na
ganku pomiędzy oleandrowymi drzewami, rosnącymi w drewnianych wazonach, stały żelazne
17 tamże, s. 165.
18 Bachórz, Wstęp , t. I, CXIII.
Zgłoś jeśli naruszono regulamin