Hej ho. Tak sobie myślę i próbuję rozwinąć to , co ci powiedziałem o dystansie , który stwarzasz. Oczywiście , piszę co myślę i jak to odczuwam , czy to wszystko prawda i na ile to jest rzecz , którą tobie oceniać , a nie mnie.
Wiesz , jak mi wtedy w Grecji powiedziałaś , że wszyscy mężczyźni w twoim życiu albo zrobili ci krzywdę , albo chcieli się skrzywdzić – po zastanowieniu wykreśliłaś z tej listy mnie , ale ja to inna bajka – to zrozumiałem , skąd ta zastanawiająca aura wokół ciebie , wyczuwalna odkąd spotkałem cię pierwszy raz. Nie potrafiłem jej nazwać , dookreślić , ale to było. Ty się gdzieś głęboko strasznie bałaś zdominowania , utraty na rzecz partnera niezależności , prywatności , kontroli. Bo raz , że bałaś się zranienia , a dwa , że miałaś takie życie , iż czepiałaś się każdej niezależności , jaką miałaś na stanie. Zmieniasz się , oczywiście , nie wiem , na ile nadal to w tobie jest , ale to sama siebie zapytaj.
Zastanawiało mnie , że jakimś sposobem większość twoich romansów , czy ściślej mówiąc , twoich zakochań się , było w mężczyznach zauważalnie starszych. Jasne , ci są ukształtowani , wiadomo , czego się po nich spodziewać , dla ciebie to jak myślę ważne. Ale miałem też na ten temat taką teorię – nie wiem , ile jest warta – że podświadomie ich sobie tak dobierasz , bo wiesz , że mają własne ukształtowane życie , nie będą go chcieli budować z tobą od podstaw , nie będą ci się wtrącać w prywatność przeciągając do współzależności (określenie Jenny Jameson , która stwierdziła , że w życiu człowieka są trzy etapy – zależność , niezależność i współzależność). Też nie wiem , na ile to aktualne , być może nie tak strasznie , skoro ostatnio za zbyt starego na partnera uznałaś mężczyznę , który miał dziesięć lat więcej od ciebie. No ale ja nie znam dokładnych okoliczności , bo mi nie powiedziałaś („kobiece sprawy” – eh , czuję się wykluczony ze względu na kształt krocza , łoł).
Oczywiście ja jestem specyficzny i nie wiem , na ile twoi partnerzy , niedoszli partnerzy i potencjalni partnerzy mogą odbierać twoje zdystansowanie. Oczywiście też zmieniasz się , bardziej ci – chyba – zależy na znalezieniu partnera niż parę lat temu , więc może i samotności obawiasz się mniej (parę miesięcy samotnego mieszkania ewidentnie dobrze ci zrobiło na interakcję , tak swoją drogą). Ale nadal zauważ : mężczyźni , w których się zakochiwałaś , albo flirtowałaś z nimi , mieli własne życia , a ty całkowitą kontrolę nad tym , w jaki sposób i jak często pojawiają się w twoim. Mogłaś dać się pocałować , albo obmacać , a potem pójść do domu , zamknąć się na klucz i nie oddzwaniać póki ci nie przyszła ochota. Związek funkcjonuje , ehem , trochę inaczej , jeśli mogę to stwierdzić z wyżyn swojego braku doświadczenia. Czy byłoby ci wygodnie z wygodą trwałego związku , który , poza wszystkim innym , jest także obowiązkiem? Czy byś się w nim nie dusiła? Myślisz , że tego nie da się wyczuć partnerując ci?
I jeszcze : w codziennych interakcjach też potrafisz wytwarzać zauważalny dystans. Nawet mnie się zdarza poczuć z tej racji nieco chłodu , choć przecież znam cię nieźle , a co dopiero – jak myślę – ludziom mającym o tobie niewielkie pojęcie. Masz min. znakomitą zdolność dawania ludziom do zrozumienia , że nie bardzo się na nich koncentrujesz – pamiętam , jak kiedyś do ciebie przyszedłem , a ty przez całą wizytę siedziałaś koło mnie , odpowiadałaś monosylabami i segregowałaś guziki. Czułem się z tym dziwnie. Być może wynika to ze słynnego sporu kto ma iść pierwszy ulicą – a przy okazji kodeks drogowy stwierdza , że pieszy powinien w przypadku braku chodnika iść jej stroną LEWĄ – ale mam też wrażenie , graniczące z pewnością , że masz skłonność do walki o dominację w drobiazgach (zastanawiam się , czy to nie o to zatrącały te „kobiece sprawy”… ale to tylko domniemanie , intuicja mylić może).
Tyle mojego. Mam nadzieję , że nie potraktujesz tego jako wtrącanie się w twoje wewnętrzne sprawy. Jeśli uznasz za stosowne , to odpowiedz , ale najpierw to się jednak porządnie wyśpij.
Pytałaś mnie , czemu nie zakocham się w K. Parę rzeczy ci powiedziałem. Po namyśle jest jeszcze jeden istotny powód – może i więcej , ale akurat ten przychodzi mi do głowy. Jej charakter , ukształtowany na rodzinie i życiu towarzyskim nie przypominającym mojego , jest z moim niekompatybilny. Nie potrafiłaby zrozumieć , skąd się biorą te moje psychiczne , metafizyczne więzi z osobami , z którymi mam te bliskie , najbliższe relacje , jak z tobą , a także – w lepszych czasach – z Kasieńką. Skąd , kiedy myślę nocą , albo w obcym kraju , albo po prostu w codziennym bytowaniu , o bliskiej sobie dziewczynie , wiem , że ona też myśli mnie , że jesteśmy przy sobie , chociaż tak daleko , daleko. Dlaczego , kiedy jest mi ciemno i źle , odwołuję się do takiej relacji , czasem bezpośrednio kontaktując , a czasem po prostu psychicznie trzymając się tej istniejącej więzi , próbując dotrzeć do myśli i uczuć drugiej osoby. Przepojony tą bliskością trwając nieustannie w zapale i zachwycie. Dlaczego gdybym już miał się zanurzyć w miłości , chciałbym się nacieszyć tą drugą osobą do upadłego , do trzewi , poznając i otwierając , i dać jej z siebie to samo , i nie śpieszyć się nigdzie , i mieć poczucie , że jestem najważniejszy dla niej , a ona dla mnie , że jesteśmy na szczycie swoich list priorytetów , bardziej niż świat , niż genetyka , a także niż zwierzęta.
Wiem , że ona nie potrafiłaby mnie tak kochać (z miłością sensu stricto czy bez). Z tego powodu ja również nie potrafiłbym tak kochać jej. A w takim przypadku nie ma moim zdaniem mowy o miłości , która do czegokolwiek by się nadawała. Poza tym pewnie nie potrafiłbym jej kochać tak , jak ona by z kolei chciała. Ale o tym częściowo ci mówiłem.
Sama zainteresowana powiedziała mi ostatnio „im dłużej jestem sama , tym bardziej obniżają mi się wymagania”. Oczywiście to nie tylko jej schorzenie , mnie i (jak domniemywam) ciebie także dotyka. Ale miłość polega na tym , że się bierze od drugiej osoby szczęście i jej je daje. A właściwie to na tym , że czyni się ją i jest się czynionym szczęśliwym. I jeśli ani to , ani to nie jest możliwe , to jaka to miłość? I po co?
Chcę mieć poczucie bliskości łączącej się z ciepłem , ze zrozumieniem , z poczuciem ważności. Nie tylko w miłości. Więc , żebyś mnie przytuliła czasem.
W otoce oczu smugi sine.
Wirydarz