ing.doc

(753 KB) Pobierz

                                          SALOME

             

                                                                                                                Angelice

 

Jochanaanie drogi mój Jochanaanie
są ukojenia modre w twych oczach przystanie

tak bym ci się móc chciała wypłakać i zwierzyć
z moich głupich problemów jak żyć i jak nie żyć

w żałosności mej głupiej do ciebie się tulić
dzikie wino twych włosów dłonią muskać czule

tylko nie mów że prawda choćby najpiękniejsza
może być od uczucia mojego ważniejsza

jeżeli nie to po co tu jesteś idioto
i kąsasz mnie wyrazów bełkotliwym szrotem

Jochanaanie będziesz taki póki żyjesz
a ja cię potrzebuję a więc cię zabiję

no nie miej do mnie żalu mój Jochanaanie
teraz będziesz na wieki mądry i kochany

wiem że jestem tchórzliwa od prawdy uciekam
miłości mi nie dano więc na się oblekam

siedem zasłon i idę tańczyć przed Herodem
tu łańcuch upokorzeń tam marna nagroda

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

                                          HYMN DO PATRONKI ŻEGLARZY


Łucjo która łagodzisz statków kołysanie
Łucjo jest w każdej muszli część twego śpiewania

Łucjo która litujesz się nad topielcami
I ich gnijące zwłoki zraszasz swymi łzami

Łucjo skinieniem fale kojąca sztormowe
Łucjo wzrokiem swym góry topiąca lodowe

Łucjo od burz okrutnych strzegąca żeglarzy
Łucjo która przytulasz co noc świat ich marzeń

Łucjo która na morzu jesteś panią losu
Ty nas wybaw z odmętów i wirów chaosu

Łucjo rozganiająca swą radością chmury
Łucjo która zetlałe reperujesz sznury

Łucjo – która swym słowem huragan uciszasz –
W tym jest nasza nadzieja że nas jednak słyszysz

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

                                          O MOICH PRZYJACIÓŁKACH

JEDYNE WSPÓLNE MARZENIE

 

Mózg wysyła impulsy
do przepony , a serce
krew pompuje do mięśni

Bulgoczą impulsy w krtani
szeleści nabłonek migawkowy

jak jeżyny z zarzueli

Patronuj święta Cecylio
cicho bądźcie anielli
jak martwy Anhelli

I
rusza się przepona

Cisza w ściany wtulona

jak zamilkła rumniami panna urażona

a to echo grało
wszystkim się rezonatorom zdawało
że po nich modrotą nadzmysłową fale biegają
pieszcząc brzegi zatok

I
święta Cecylija
opuszcza na chwilę batutę

I
w oskrzelach święta Agnieszka
wypuszcza skowronka z mieszka

I błona śluzowa krtani
Pyszni się za swe starania

I
święta Łucja
tłumi fal poszumy z wprawą
Jak zawodowy dźwiękowiec
Oczyszcza nagranie

I
w koronach drzew chorały
na krótko poucichały

A
do-re-mi-fa-sol-la-si-do chrzanu mi to wyjdzie
Ale jednak
Ze strun głosu jak srebrnej luteńki
Płynie melodia i perliste dźwieńki
Pioseńki

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

                                                        ŚWIAT BEZAFEROWY

 

Dziennikarz "Faktu" z nudów
Może się zabłąka
Na sympozjum wielkie
O biologii skowronków.

Usłyszy , że je z gniazda
Wypychają jerzyki :
Dla eksmitowanych
Żadnych prawnych uników!

Potem jerzyk taki
Skleja gniazdo swą śliną :
Jeśli są tam pisklaki ,
To się duszą i giną.

Oburzony dziennikarz
Felieton wielki pisze :
"Ptakobójstwo za oknem!
Pora przerwać ciszę!".

Dzieci miast iść do szkoły
Będą łapać jaskółki
I żołny (Opis jerzyka
Wciąż się kurzy na półce).

Wkrótce też "Super Express"
Śledztwo przeprowadzi :
"Holocaust jerzyków!
Winne - lobby owadzie!".

A tymczasem owady
Rozmnożyły się wściekle :
Uciążliwe jak diabli
W jakimkolwiek piekle.

"Fakt" jednak się nie zraża ,
Póki ktoś go czyta
I demokratyzację
Pragnie nieść termitom.

 

 

 

 

 

FRAGMENTY DRUGIEGO LISTU DO SANDRY : O PIĘKNIE

             

(...) by był ktoś , kto się budzi dla ciebie o trzeciej nad ranem ,
co dzień na nowo oddając ci serce niedokochane...

                                                                                                                                            J.Drzewowska

 

...a urok nadzmysłowy oraz czar psychicznych

Przytuleń , pocałunków , barwnych fantazmatów

Tak naprawdę zaprzecza temu , co zmysłami

Potrafimy ogarnąć. Jeśli zrozumienie ,

To tylko całkowite. Od szamb po niebiosa.

Nie w kwestii przywar , złości , lęków histerycznych ,

Bo to mieścić się może w ramach psychomachii.

W kategoriach zło/dobro. Albo nawet w takich ,

Które są troszkę bardziej zaawansowane.

A model rozsadzają właśnie wydzieliny

Tak duszy , jak i ciała. Płynie pożądanie

Podziemnymi , pełnymi szczurów kanałami ,

Gdzie nikt się bez latarki i klucza nie wedrze.

Trzeba je afirmować , bowiem jego niebyt

Powoduje ujemny przyrost naturalny

I niż demograficzny. Z drugiej strony jednak

Kultura nader chętnie zakłada pas cnoty.

O tym wolno rozmawiać ci , o tym nie wolno.

Nie akceptuj brzydoty , nie mów o brzydocie.

Walcz z nią na śmierć i życie. Na śmierć ostatecznie.

Nie chwal się krucjatami przeciw swoim pryszczom.

Tak nie wolno. Wewnętrzne bunty skreśl z annałów.

Po cóż historii twoje są wojny domowe.

Absurd wolno narasta , jak ból bezlitosny

W środków przeciwbólowych głupawych reklamach.

Jeżeli akceptacja , niechaj całkowita.

Jeżeli miłowanie , to wrzuć konwenanse

Do worka foliowego i utop w jeziorze.

To , co było przydatne , stworzy się od nowa

Na drodze waszych własnych rytuałów życia

I adoracji bicia swoich serc najświętszych.

 

Piękno bezosobowe jest służebne pięknu

Żywemu. Gardłującym gardłom Sancho Pansów.

Lux mundi. Tym postrzegaj , wąchaj , czuj i smakuj

Rozwibrowanych uczuć pasaże i gamy

Od wycyzelowanych orkiestrowych suit

Po dźwięki jezior czarów w pastuszych fujarkach.

Potem tylko poszukać sobie librecisty

I komponować takie operowe dzieła ,

Które na lutni duszy jak na tej Bekwarka

Trącać będą od dawna nie strojone struny.

Czyń więc śpiewanie bytu. I nie chciej na siłę

Nut dodawać do pieśni nieskończonej życia.

Ileż ta chęć zszargała przepięknych melodii

Przez zrobioną na pokaz marną orkiestrację.

Nie zapominaj nigdy. Szekspir , Michał Anioł ,

Wagner , Leśmian i Dukaj. Wszystko to bardowie ,

Którym ty jesteś lirą. Śpiewak , co melodię

Nosi w głowie i wygrać nie umie jej światu

Ani wiekom utrwalić papierem czy blogiem ,

Zawsze kończy na żebrach. Gąszcz jego złorzeczeń

Sięga do firnamentów sfer niebiańskich królestw.

Lecz bywa , że dysonans winą instrumentu.

Bądźże więc instrumentem , który sam się stroi ,

I tak , jak strunom harfy trzeba obudowy ,

Nie zapomnij , że częścią twojego istnienia

Są fekalia. Sam łamiesz prawa estetyki.

Ogranicz te zasady do przedmiotów martwych.

Myśli skieruj na stare , a wyborne wino

W zapleśniałej butelce , beczce lub achtelu.

Probierzem smaku nie jest w tym wypadku wygląd.

Pozwól , aby i tobą się delektowano ,

Zamiast sam się rozlewać na ziemię w czas orgii

Jak Postumowy cekub w wierszu Horacego.

Zbijaj tratwy z płaskorzeźb tonących korabi.

Sztuka , z ludzi powstała , do ludzi jest kluczem

Lub tylko podręcznikiem o budowie zamków.

Oba znaczenia słowa nieźle tu pasują.

 

Już pas cnoty od ciała wydzielin przerdzewiał.

Dosłowny z niedosłownym śniedzieją pospołu.

Wkrótce same odpadną. W konfrontacji z życiem

Każda idea zawsze na bieżni odpada ,

Jak by to wyrównane nie były zawody.

Obiecano kibicom innych zawodników

Złote góry i doły , ale po zwycięstwie.

Nam sama ta wygrana jest koroną bytu.

 

 

 

 

 

 

 

 

HIPOTETYCZNY TREN DLA SANDRY

 

Czemu smutno mi gdy sensu temu brak
Sandra była ale teraz Sandry nie ma
Przecież nic normalniejszego chyba tak
Skąd ta radość jak u Kobyszczęcia Lema

Może to jest radość Sandry czemu nie
Że już nigdy świat i życie jej nie zrani
Jakby swoją śmierć widziała Kto ją wie
Przeszła w inną sferę no i tam zostanie

Ależ Sandro! Ileż w tobie było Sandr
O niedostrzegalnej nigdy fal długości!
Nie da się ich ująć w karby smutnych mantr
Co trupowi życzą wgrobnej spokojności

Spadło znowu z kalendarza parę dat
Pean mówi ktoś Fałsz z prawdą miesza Pieprzy
Jeśli gdzieś jest jakikolwiek inny świat
To ty Sandro zasługujesz na najlepszy

Chrześcijanin powiedziałby przecież Bóg
Sandrę wziął na wieczne nam nieznane łono
W niebie ziarno Został słomy stromy stóg
Oprócz ciała nic nie zmarło nikt nie skonał

Jeśli tak to gdzie po śmierci trafię ja
W piekło pewnie a w rejony Sandra jakie
Poszła Może w katolickim niebie trwa
Raczej nie bo z wiarą była też na bakier

Bo poznała odrzuciła tuląc glob
W swych ramionach w drżącej akceptacji śmierci
Nic nie zmieni po co myśleć a więc stop
Ostatecznie można skoczyć z górskiej perci

Jeśli jest coś z drugiej strony Sandro przyjdź
I się podziel refleksjami o warunkach
Pomówimy o kielichu życia czyj
Domysł sprawdził się na temat tamtych trunków

Każdy człowiek to jest potencjalny trup
Czy ci dziwno czy ci źle że przewidziałem
Kończy wszystko Może też zaczyna grób
Ile szczęścia ja codziennie z ciebie miałem

Tylko z faktu że istniałaś i że byt
Twój nie zamarł wbity kołem w ostre szyny
Tramwajowe A ten tramwaj to jest świt
Dla relaksu w nowy sposób ten jedyny

No już nie płacz Czy to zmarłem ja czy ty
Komu ciemne towarzyszą mary Goyi
Może zwodzą nas te zbite w kłęby mgły
Ty na moim miejscu jesteś ja na twoim

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

                                          RÓŻEWICZ ALBO WYPOMINKI LICEALNE
 

                                                                                                                              Zuzance - świteziance


podobno po Oświęcimiu nie może już być poezji
tak twierdzi pan Różewicz musi być inna niż dawniej
szara lub czarna lub biała kolory są niestosowne
umarła lub wpółumarła moralna albo oralna

podobno po Oświęcimiu nie może już być Leśmiana
nie może być nowych Leśmianów i wierszy światem soczystych
wiesz popłakałam się prawie ale przy Gabrysiu nie chcę
niezmiernie niezmiernie niezmiernie Leśmiana uwielbiam

i ja się boję - bo ten pan Różewicz
mówi że wszystko szarzeje - ja nie chcę by Leśmian zszarzał
spytałam się Gabrysia czemu tak pisać nie można
no jak to mówi dziecino tragedia wszystkich narodów

a Gabryś! a Gabryś chciał mnie wystawić do olimpiady
płakałam przecież nie umiem co ja bym miała napisać
moją otchłań zieloną pomiędzy Eliaszem a sosną
czy że w poezji Leśmiana nie słychać wichru historii

dlaczego to jest tak że pan Różewicz
tak wrzeszczy na Leśmiana może ktoś ich skłócił
czy to złe taniec miłować nicości jak dziwożona
Różewicz krzyczy jak Marsjasz - ze mnie chcą zrobić Apolla

...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin