00:01:05:Co to? 00:01:09:Chyba wywożš mieci. 00:01:12:We wtorek? 00:01:16:Może zmienili rozkład. 00:01:21:O, cholera! 00:01:38:Chwileczkę! 00:01:39:Czekajcie, chłopaki! 00:01:51:Bałem się, że mi uciekniecie. 00:01:55:Nie ma strachu. Nie uciekniemy. 00:02:14:To amerykańska robota. Mylał pan,|że to wymylili Japończycy? Bzdura. 00:02:19:To my. Na chwilę nas wyprzedzili,|ale teraz znów my przodujemy. 00:02:22:- Lubię cadillaki.|- Niech pan wsišdzie do tego i spróbuje. 00:02:27:Zakocha się pan.|To prawdziwy styl i piękno. 00:02:32:Wygodny, prawda?|Wiem, co pan powie. To jest z winylu. 00:02:36:Ale to lepsze od skóry, bracie. W skórze|goršco, niewygodnie, a do tego pęka. 00:02:41:Same kłopoty. Patrz pan, ile tu miejsca.|Żadnych problemów. 00:02:45:Dalej! Zapal pan! Niech pan posłucha. 00:02:48:To jest moc. To sš osišgi. 00:02:51:- Wiesz, co najbardziej mi się podoba?|- Co takiego? 00:02:55:- Cena.|- Chwileczkę! 00:02:59:Tu nie można jedzić! 00:03:25:Hej, chłopaki. Jak leci? 00:03:28:Pracujemy. 00:05:32:Tato! Puć mnie! 00:05:36:Poddaję się! 00:07:18:KOCHAM CIĘ, TATO 00:07:25:Ja też cię kocham. 00:07:42:Idš kanapki. 00:07:46:Boy George powinien|się nazywać Girl George. 00:07:49:- Znikłyby wszelkie nieporozumienia.|- Tato, jeste zacofany. 00:07:57:Jak byłem małym chłopcem w NRD|i dotarł do nas rock and roll, 00:08:00:komunici mówili,|że to wywrotowa muzyka. 00:08:05:Może mieli rację. 00:08:10:- Z czym to jest?|- Lepiej nie pytaj. 00:08:27:Tato, co nie tak? 00:08:38:Wojskowy migłowiec?|Obiecałe, że już nie wyjedziesz. 00:08:42:Mówiłe, że z tym skończyłe. 00:08:44:Nigdzie nie jadę. 00:08:48:Obiecujesz? 00:08:55:Obiecuję. 00:09:44:Jackson! Harris! Zabezpieczyć teren! 00:09:52:John? 00:09:54:Jeste tam? 00:09:59:Wyła! To Kirby. 00:10:04:- Wiem.|- Cicho i niepostrzeżenie, jak zawsze. 00:10:09:- Sam mnie tego uczyłe.|- Wychodzę z wprawy. 00:10:13:- Co jest grane?|- Jak się masz, Jenny? 00:10:19:- Jenny, muszę porozmawiać z tatš, dobrze?|- Aha. Ma pan nakaz? 00:10:24:wietny dowcip. 00:10:29:John, mamy kłopot. 00:10:32:Kto zabija twoich ludzi. 00:10:35:Przecież dostali nowš tożsamoć. 00:10:37:Musiał być jaki przeciek. Lawson,|Forrestal, Bennett... Wykończyli ich. 00:10:43:- Kto to robi?|- Napytałe sobie wrogów na całym wiecie. 00:10:46:Mogš to być Syryjczycy, płd. Amerykanie,|Rosjanie albo jacy terroryci. 00:10:53:Znajdš cię. 00:10:58:- Mielimy tu mieć normalne życie.|- Będziecie mieli. Obiecuję. 00:11:02:Skoordynujemy akcję z FBI.|Przygwodzimy tych sukinsynów. 00:11:07:W międzyczasie Jackson|i Harris zostanš tu z tobš. 00:11:13:- Czy sš dobrzy?|- Sš wietni, ale nie tak jak ty. 00:11:42:Zła wiadomoć? 00:11:45:Nie opuszczę cię, jeli ci o to chodzi. 00:11:49:A więc to nic złego. 00:12:18:- Mocno ci przyłożyli?|- Wyliżę się. Nic mi nie będzie. 00:12:21:Idę do szopy po strzelbę.|Trzymaj oko na wszystko. 00:12:24:Przyjdš tu. 00:12:27:Pamiętaj, wiatr wieje od ciebie.|Każdy powiew może zwrócić ich uwagę. 00:12:31:- Mam ich może wywęszyć?|- Ja wywęszyłem. 00:12:36:Jenny, id do swojego pokoju|i się nie wychylaj. Zaraz wracam. 00:13:31:- Gdzie ona jest?|- Nie tak ostro, stary. 00:13:34:Nie możemy rozmawiać, kiedy nam|wymachujesz pistoletem przed nosem. 00:13:39:Pułkowniku, twoja córka jest bezpieczna.|Reszta zależy od ciebie. 00:13:43:Moi ludzie majš do ciebie sprawę.|Jak chcesz swojego dzieciaka, 00:13:48:- to pójd na współpracę, kapujesz?|- Nie kapuję. 00:15:00:Jedzie na nas. Bez hamulców. 00:15:27:Dalej jedzie, on jest ršbnięty!|Wpadnie na nas. 00:15:35:Cholera! 00:16:04:Nie ruszaj się, ty skurwysynu! 00:16:13:- Bennett, mylałem, że...|- Nie żyję? 00:16:16:To się pomyliłe. 00:16:19:Od momentu, kiedy wywaliłe mnie|z jednostki, czekałem, żeby ci odpłacić. 00:16:24:Czy wiesz, jaki dzi dzień, Matrix? 00:16:29:Dzień wypłaty. 00:16:52:rodki uspokajajšce. 00:16:55:- A chciałem użyć ostrych nabojów.|- Gdzie Jenny? 00:17:00:Pamiętasz mnie, pułkowniku? 00:17:03:Pamiętam cię, gnido! A szczególnie|ludzi, których torturowałe i zabiłe. 00:17:10:Pułkowniku Matrix, 00:17:12:nie rozumiesz kraju|takiego jak Val Verde. 00:17:18:Taki kraj potrzebuje prezydenta,|który rozumie pojęcie dyscypliny. 00:17:25:- Dlaczego mi o tym mówisz?|- Ponieważ powrócisz do Val Verde 00:17:31:i zabijesz tego prezydenta,|któremu pomogłe mnie obalić. 00:17:37:Czemu nie wylesz Bennetta?|Co takiego by go podnieciło. 00:17:41:Ponieważ prezydent Velazquez ufa tobie. 00:17:45:W końcu zrobił z ciebie|bohatera rewolucji, 00:17:48:podczas gdy kapitan Bennett|odjechał okryty niesławš. 00:17:52:Bo za bardzo spodobało mu się zabijanie. 00:17:55:Twoja szkoła, Matrix. 00:17:58:Dotrzesz do prezydenta Velazqueza. 00:18:02:Zabijesz go. Niele musielimy|się wysilić, żeby cię odnaleć. 00:18:06:Sfingowalimy mierć Bennetta, żeby|generał Kirby nas do ciebie doprowadził. 00:18:12:Jak już cię mam,|to zrobisz dokładnie to, co mówię. 00:18:19:Odpierdol się. 00:18:33:- Tato!|- Jenny! 00:18:39:Skurwiele! 00:18:42:Pułkowniku Matrix, jak zabijesz|prezydenta Velazqueza, to ci jš odelę. 00:18:48:Jeli spróbujesz jakich sztuczek,|to przylę ci jš w kawałkach. 00:19:03:- Jest jaki lad po Matrixie?|- Nie, sir. Tylko te ciała. 00:19:06:- Myli pan, że jest ich więcej?|- Jeli on żyje, to będzie dużo więcej. 00:19:27:Sully dopilnuje,|żeby wsiadł do samolotu. 00:19:31:Henriques zostanie z tobš,|dopilnuje, żeby wysiadł. 00:19:35:Jeli jeden z nich się nie odezwie,|to ona jest trupem. 00:19:38:- Ile ci płacš, Bennett?|- Zaproponowali sto tysięcy. 00:19:44:Ale jak się dowiedziałem, że położę na tobie|łapę, to postanowiłem zrobić to za darmo. 00:19:50:- Hej, co ty!|- Jeszcze się policzymy, Bennett. 00:19:57:John! 00:19:59:Będę przygotowany. 00:20:16:Spónimy się, kole.|Więc ty i Bennett znacie się z wojska. 00:20:20:Ja i Henriques też bylimy razem w wojsku.|Nie ma to jak kumple z woja. 00:20:25:Miłej wycieczki. 00:20:29:Uważaj na siebie. O, tu masz na piwo,|jak będziesz w Val Verde. 00:20:34:Da nam to więcej czasu z twojš córeczkš. 00:20:38:Niezły dowcip, Sully. Podobasz mi się.|Dlatego zabiję cię ostatniego. 00:20:43:Ruszaj się. 00:20:48:Hasta luego, chłopaki. 00:21:07:Pierwsza klasa, miejsce 7A. 00:21:12:A pan, 7B. 00:21:24:- Jaki bagaż podręczny?|- Tylko on. 00:21:31:Jeszcze raz otwórz gębę,|a ci jš zabiję gwodziami. 00:21:36:- Proszę zapišć pas.|- Dziękuję. 00:21:39:- Czy mogę prosić o koc i poduszkę?|- Oczywicie. 00:21:50:- Proszę.|- Dziękuję. 00:21:54:Przystępujemy do odlotu. 00:21:57:Proszę sprawdzić, czy bagaż jest|zabezpieczony w przegrodach nad głowš. 00:22:01:Prosimy o zapięcie pasów|i zgaszenie papierosów. 00:22:05:Po osišgnięciu wysokoci lotu|będziemy podawać napoje, a póniej obiad. 00:22:11:Wkrótce potem|zaprezentujemy film fabularny. 00:22:36:- Jak długo będziemy lecieć?|- W Val Verde lšdujemy za 11 godzin. 00:22:40:Dziękuję. I proszę nie przeszkadzać|koledze. Jest miertelnie zmęczony. 00:22:51:Proszę wyprostować fotel. Dziękuję. 00:22:53:Podczas startu musi pan|pozostać na miejscu. 00:22:56:Jest mi niedobrze. 00:23:17:UWAGA|ŁADUNEK 00:25:30:POGOTOWIE AWARYJNE 00:25:52:Ptaszek odleciał.|Ładunek na pokładzie. 00:25:55:Teraz jed na umówione miejsce. 00:25:58:Tak jest. Gracias, Sully. 00:26:04:Wszystko zgodnie z planem. 00:26:07:Przy odrobinie szczęcia,|to mój ostatni dzień w cywilu. 00:26:16:Wyglšda na to, że tatu poszedł na|współpracę. Wkrótce go znowu zobaczysz. 00:26:22:Nie cieszysz się? 00:26:24:Bardziej bym się cieszyła,|jakby wam rozwalił gębę. 00:26:31:We jš pod pokład. 00:27:02:Tak, włanie ta Cindy. Mój lot o 7.40|do Vancouver został odwołany. 00:27:07:Więc może spotkamy się na obiad? 00:27:12:Ja też chciałabym pójć|wczenie do łóżka. 00:27:23:- Może więc innym razem.|- Wyglšda na to, że kto się pogniewał. 00:27:29:Ja też cię lubię. 00:27:32:- Nie ma sprawy. Do usłyszenia. Pa.|- Miłoć i kariera. Trudno je pogodzić, co? 00:27:37:- Szukasz kogo na randkę?|- Nie. 00:27:40:- Pewno w każdym porcie masz chłopaka.|- Odczep się. Grasz mi na nerwach. 00:28:37:Zwolnij trochę! 00:28:45:- Mam co, co chciałbym ci dać.|- Nie jestem zainteresowana. 00:28:48:- Nie wiesz, co tracisz.|- Najprawdopodobniej koszmar. Daj mi spokój! 00:28:54:Ty pieprzona kurwo! 00:29:11:Nie ruszaj się!|Nic ci nie zrobię. Odsuń się. 00:29:14:- Powiedziałe: "Nie ruszaj się".|- Ruszaj się! 00:29:18:Wsišd do samochodu. 00:29:35:- Rób dokładnie to, co mówię.|- O 7.30 mam karate dla zaawansowanych. 00:29:39:Nie zdšżysz. 00:29:48:Jed za nim. 00:29:51:Wiedziałam, że to powiesz. 00:30:17:Nie gniewaj się, że pytam,|ale czy chcesz mnie zabić? 00:30:22:- Nie.|- Pewno i tak by mi nie powiedział. 00:30:25:- Powiedziałbym.|- Naprawdę? 00:30:29:Ufaj mi. 00:30:34:Trzymaj się blisko niego. 00:30:36:Szybciej! 00:30:40:- Tak dobrze.|- Czy mogę spytać, o co tu chodzi? 00:30:43:- Facet, któremu ufałem przez lata, chce mnie zabić.|- To zrozumiałe. 00:30:47:Ja cię znam tylko od pięciu minut,|a też chciałabym cię zabić. 00:31:53:Wysiadaj. Szybko. 00:31:59:- Jeli tak ci spieszno, to ja mogę...|- Już prawie z tobš skończyłem. 00:32:28:Słuchaj. Porwali mojš córkę.|On jest mojš jedynš szansš na znalezienie jej. 00:32:34:Jeli on mnie zobaczy|albo go zgubimy, to oni jš zabijš. 00:32:37:Więc musisz za nim pójć i powiedzieć,|że za nim szalejesz. 00:32:42:Wycišgnij go tu do mnie, a ja zrobię resztę.|Możesz wracać do swojego życia. Kapujesz? 00:32:46:- Nie.|- Błagam, pomóż mi. 00:32:49:Jeste mojš jedynš szansš.|Jej zostało niecałe 10 godzin. 00:32:53:- Nie rozumiesz? Oni jš zabijš.|- Dobra. Pomogę ci. 00:33:42:Tam stoi potężny facet w zielonym|podkoszulku. To maniak paranoidalny. 00:33:47:I on mnie porwał.|I potrzebuję waszej pomocy. 00:33:51:- Sprawdzę...
to777mash