Maśliński w Studia nad sztuką renesansu i baroku.PDF

(21209 KB) Pobierz
<!DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD HTML 4.01//EN" "http://www.w3.org/TR/html4/strict.dtd">
19
Barok - sztuką przeciwieństw w syntezie artystycznej
im ciele, stworzonym przez Bogi
stały zmienione. Również Borromi-
•ilippuii do człowieka z rozwartymi
udowlę barokową do najmniej szeg» \
ci byli świadomymi twórcami
: Berniniego nad proporcjami czło-
ece Watykańskiej 24 . Szczególnie za-
•wania, porównywany z rysunkiem
nerćwałek gzymsowania odpowiada
i czyli płyta gzymsowa czyli gzyms
- wgłębieniu nosa na wysokośa
nią i tym samym belkowania, odpo-
trz pałacu tworzy tak jak i w kość::
r przyrody (np. szwy czaszki, pane-
strukturze nic dodać ani nic odj^ć
rałości, co L. B. Alberti sformułował
w naturze największego arty
Łonimów, podobnie jak później Spi-
i w budowli barokowej niepodobna
szych szklanych labiryntów. Jakby
z odrzwi na schody jednotraktowc
pozycji przestrzennej - gdzie scho-
|ne pary w menuecie czy polonezie.
i ano nobile. Schody, które były
które uskarżał się sam L. B. Alberti.
datek schodowych wraz z sala
•za pałacu. Płaskie, szerokie i niskie.
icyficzny krok: ceremonialny, jakby
lie na schody znalazło nawet we
on gra vi t a. U Włochów gest jesi
źbie i malarstwie renesansu i baroku
nistrzami pięknego gestu, który
ztuczny a u naśladowców Włochów
arę, co występuje i u manierystycz-
krok po schodach barokowych jest
naturalny, o czym można było przekonać się zwiedzając wiele pałaców
swych, szczególnie we Włoszech.
-a barokowa, utrzymując w mocy renesansową konwencję przejętą
tu, nasyca ją siłą witalną, potęguje jej ekspresję. Klasyczny gest renesan-
neradza się w baroku w patetyczny, szeroki gest jako wyraz grandelok-
Renesansowy kontrapost staje się w baroku zdynamizowany, choć
jje w całej pełni swą równowagę (której zachwianie cechuje sztukę
zmu), tylko ta równowaga opiera się nie na statyce lecz równowadze
ie. napięć. I tu me brak analogicznych przykładów w antyku,
z grupy Berniniego „Apollo i Dafne" (ii. 34) tak jest podobny do
tycznego Apollina Belwederskiego, że bywa z nim zestawiany przez
ty. W rzeźbie Berniniego, nawet kościelnej, łączy się helleńska pogoda,
i. nawet zmysłowość z mistyką (np. „Zachwycenie św. Teresy"), rywa-
*-ręcz zuchwale z malarstwem, przedstawiając w bryle marmuru przy-
zonego niewidocznymi ankrami do ściany, anioła zlatującego ze
i Świętą, padającą na obłoki w ekstazie. W z górą pół wieku później
Quirin Asam przedstawi w Rohr również w bryle murowanej pokrytej
Darwnym, lśniącym stiukiem scenę „Wniebowzięcie N. M. P.", która
Hona przez aniołów we wspaniałym kontrapoście i w spiralnym ruchu,
ocwartym sarkofagiem wzbija się w niebiosa (ii. 36).
-k łączy się z uduchowieniem i u innych artystów bawarskiej rzeźby
Barokowej i rokokowej (np. Ignaz Gunther, ii. 35). Spotykamy się też
w rzeźbie czeskiej (Mathias Braun). Ale niezwykłym fenomenem jest
szkoły lwowskiej z Antonim Osińskim i Pinslem na czele. Dochodzi
do niebywałego spotęgowania ekspresji z jednoczesnym pogodzeniem
L duchowego z cielesnym, jak „Ecce Homo" Osińskiego (ii. 39) w koście-
?mmikanów w Warszawie. Żar spirytualizmu zdaje się przenikać każdą
fcę ciała, a jednocześnie cała postać balansuje w napiętym, pięknym,
skim kontrapoście, godna stanąć obok posągu Lizypa „Apoksyomenos".
„św. Róża" Osińskiego (ii. 38), z kościoła w Zbarażu, piękna
rym baletowym przegięciu, spiralnym ruchu, z czarownym uśmiechem,
jwionym a jeszcze więcej rozmarzonym i zmysłowym, z gestem ręki
M - razem sakralnym i tanecznym. Wzburzone fałdy sutej sukni są war-
artystyczną same w sobie dzięki ostrym, krystalicznym cięciom o kra-
•pśziach jakby „lamowanych" garbkiem, podobnym do zlutowanych krawę-
t olachy; wszystko to sprawia wrażenie jakby tworu zastygłej lawy. Ale
- eden z paradoksów sztuki baroku, która potrafi jak żadna inna ożywiać
ł. co nieorganiczne — ta drapena żyje, ożywiona wspólnym dla niej i dla ciała
•ietej pierwiastkiem życia. Szata zdawałoby się to ciało zakrywa - a przecież
jednocześnie uwydatnia, pozwalając widzieć konstrukcję ciała i linie
cynkowe bioder, lewego uda, kolana, podudzia w kontrapoście prawidło-
lym choć spiralnie zdynamizowanym do granic wykonalności przez żywego
kowieka, a jednocześnie cudownie lekkim, eterycznym. A przy tym figura
Una introduzione al grań teatro del barocco.
. ądach Berniniego zob.: J. Białos-
Warszawa 1962, Wstęp: Gian Lorenzc
Mań of the Early Renaissance, Chicago 1969.
835023097.002.png
Barok - sztuką przei
20
Antoni Maśliński
Świętej o powabach kobiecej urody, twarzyczka przepojona słodyczą
i wdziękiem. Ten geniusz potrafił łączyć wdzięk u Izaaka ze straszliwą ekspre-
sją w scenie „Ofiara Abrahama" z kościoła w Hodowicy (ii. 37). Równie
potężną grozę budzi ta sama scena w kościele w Horodence, gdzie Pinsel po-
dobnie skontrastował złowieszczego Abrahama z uroczym, nic nie przeczu-
wającym Izaakiem. Słusznie największy znawca tej rzeźby, Zbigniew Hor-
nung, wynosi obu mistrzów na szczyty sakralnej rzeźby baroku i rokoka
w środkowej Europie 26 . Oto fragmenty jego analizy dwóch posągów dłuta
Pinsla z Ołtarza Wielkiego kościoła w Horodence (sam kościół też jest znako-
mitym dziełem architektury późnobarokowej projektu Meretyna) św. Joachi-
ma i św. Józefa (ii. 40, 41): „Męża św. Anny ukazał nam artysta w momencie,
gdy budzi się do życia z kataleptycznego odrętwienia na skutek głębokich roz-
myślań nad tajemnicą wcielenia i odkupienia pańskiego. Zwolna odzyskuje on
świadomość swojego istnienia i władzę nad udręczonym ciałem. Resztkami sił
odwraca skołataną boleścią głowę, o niezwykle szlachetnej twarzy sędziwego
starca, i zamyka oczy, aby straszliwa wizja ukrzyżowanego Chrys-
tusa nie mąciła jego duchowego spokoju. Lecz dotkliwy ból chwyta go już w
bezlitosne kleszcze, druzgoce mizerną powłokę cielesną, pod którą dygoce
każdy nerw starczego ciała, kirem żałoby okrywa wychudzoną twarz i nad-
ludzkim ciężarem przygniata jego suchotniczą pierś. Przeżycia duchowe św.
Joachima, które tak znakomicie ilustruje fizyczne wyczerpanie całej postaci i
trwożliwy gest wychudzonej ręki, podkreśla kompozycja draperii. Z niesamo-
witą furią przelewają się groźnie fałdy przez wycieńczoną do ostatecznych
granic postać małżonka św. Anny. Pieniąc się w dzikim szale, wspinają się one
stromo w górę lub opadają nagle w dół, jak gdyby chciały za wszelką cenę
zdruzgotać wątły organizm, w którym tli się ledwie jakaś iskierka życia
W symetrycznej figurze św. Józefa po lewej stronie potrąca artysta o inną
strunę barokowo-rokokowej emocjonalności. Odgrodziwszy się od wszyst-
kiego co ziemskie, tonie oblubieniec N. P. Marii, z jakąś bolesną błogością,
w nurtach mistycznego zachwytu, który oszałamia go aż do utraty przytom-
ności. Omdlałe ciało z nadmiaru uczucia, które rozpiera jego serce, zatacza
się bezwładnie, szukając jakiegoś miejsca oparcia, a podniesiona głowa opada
bezsilnie w tył. Twarz [...] o szeroko otwartych ustach, które z trudem chwy-
tają powietrze, [...] zastygła w bezgranicznym olśnieniu [...]. Uniesione za
w górę ręce, odrętwiałe w bolesnym skurczu, sławią z głęboką miłością tegc
którego w latach niemowlęcych otaczał troskliwą opieką ojcowską. Równo
cześnie z głębin przepojonego nadludzkim szczęściem serca wydobywają si^
dziękczynne westchnienia, które wstrząsają konwulsyjnie całą jego postacią
Jest to najpotężniejsze ucieleśnienie mistycznej ekstazy w sztuce Pinsla [...]
j V służbie tej dominującej tendei
.iraperii, który uwypukla znakomi
•podziw i zachwyt budzi zwłaszcza
| wicy przecina figurę św. Józefa w p
•iem w postaci ognistego języka. I
czuej szata jego zdaje się płoną
t wulkaniczną siłą wybucha w e:
śr-bnego małżonka Najświętszej D
Zasięg rzeźbiarskiej szkoły Iwc
iotad przyjmowano. Wybitne jej
arr.-stycznym występują w dwóch
[ i »vższenia Krzyża św. w Lidzie (
BOI w pobliżu zamku Gedymina, u
•isunięty od niej nieco i oddzielon-
ych ościeżach, stanowiącą domin,
oentarza. Kościół jest późnobarol
ótnawowy, halowy, bez transe
szerokości z nawą główną, zak<
z*~ieżowa, dwukondygnacyjna, r
Krakowie, lecz bez nisz i posag
Knem z czerwonej glinianej dach
rwnatrz pobielany wapnem. Wnęo
i przęsła za pomocą filarów,
sami, wydatnie wyskakującyr
j. Każdy z filarów dźwiga czte
łych na łuku podwyższonyr
podtrzymujące sklepienie ki
jliście. Chór organowy wspan
i przodowi linią wklęsłowypufe
chitektoniczne i murowane, pc
zne bez rzeźby figuralnej. O
łym, potraktowany przestrze
rów, dwukondygnacyjny. X
awych, złoconych, stoją szaro
ej wielkości. Oba w kontrapo;
jakby były z mokrej mater
spiętrzone wulkaniczną siłą, i
, stojący po stronie Ewangelii, i
Juczami w lewo-wzwyż ku <
ź by pełnej, o szaro-białej l
liającemu wraz z krzyże:
potraktowany z ideałizow;
6 Z. Hornung, Antoni Osmski, najwybitniejszy rzeźbiarz lwowski XVIII stulecia, War-j
szawa 1937; 2. Hornung, Majster Pinsel snycerz. Karta z dziejów polskiej rzeźby rokokowr
Wrocław 1976, s. 77, 78.
835023097.003.png
21
Barok ~ sztuką przeciwieństw w syntezie artystycznej
twarzyczka przepojona słodyczą
rdzięk u Izaaka ze straszliwą ekspre-
ioła w Hodowicy (ii. 37). Równie
ciele w Horodence, gdzie Pinsel po-
ahama z uroczym, nic nie przeczu-
znawca tej rzeźby, Zbigniew Hor-
sakralnej rzeźby baroku i rokoka
jego analizy dwóch posągów dłuta
irodence (sam kościół też jest znako-
wej projektu Meretyna) św. Joachi-
iny ukazał nam artysta w momencie,
odrętwienia na skutek głębokich roz-
oia pańskiego. Zwolna odzyskuje on
id udręczonym ciałem. Resztkami sił
wykle szlachetnej twarzy sędziwego
ra •wizja ukrzyżowanego Chrys-
Lecz dotkliwy ból chwyta go już w
Krwłokę cielesną, pod którą dygoce
v okrywa wychudzoną twarz i nad-
tnicza pierś. Przeżycia duchowe św.
t:zvczne wyczerpanie całej postaci i
ślą kompozycja draperii. Z niesamo-
przez wycieńczoną do ostatecznych
c się w dzikim szale, wspinają się one
, jak gdyby chciały za wszelką cenę
tli się ledwie jakaś iskierka życia.
3 lewej stronie potrąca artysta o inną
lości. Odgrodziwszy się od wszyst-
P. Marii, z jakąś bolesną błogością,
oszałamia go aż do utraty przytom-
a, które rozpiera jego serce, zatacza
i oparcia, a podniesiona głowa opada
rarrvch ustach, które z trudem chwy-
tznym olśnieniu [...]. Uniesione zaś
oczu, sławią z głęboką miłością tego.
troskliwą opieką ojcowską. Równo-
im szczęściem serca wydobywają się
saja konwulsyjnie całą jego postacią.
tycznej ekstazy w sztuce Pinsla [...].
r służbie tej dominującej tendencji pozostaje również irracjonalny układ
Derii, który uwypukla znakomicie transcendentalny efekt całości. Szczery
podziw i zachwyt budzi zwłaszcza kłębiący się fałd, który zygzakiem błyska-
wic}' przecina figurę św. Józefa w pół, by wytrysnąć następnie nad jego ramie-
•em w postaci ognistego języka. Dzięki tej fenomenalnej sprawności techni-
cj szata jego zdaje się płonąć, trawiona tym samym ogniem, który
wulkaniczną siłą wybucha w ekstatycznej pozie i namiętnej gestykulacji
:mego małżonka Najświętszej Dziewicy".
Zasięg rzeźbiarskiej szkoły lwowskiej wydaje się być o wiele dalszy niż
iotad przyjmowano. Wybitne jej cechy i to na bardzo wysokim poziomie
v cznym występują w dwóch posągach kościoła parafialnego pw. Pod-
reiszenia Krzyża św. w Lidzie (100 km na' południe od Wilna). Kościół
• w pobliżu zamku Gedymina, usytuowany fasadą do głównej ulicy miasta,
wsunięty od niej nieco i oddzielony imponującą murowaną bramą o fantazyj-
R"ch ościeżach, stanowiącą dominantę murowanego ogrodzenia kościelnego
imentarza. Kościół jest późnobarokowy, orientowany, na planie podłużnym,
jjnawowy, halowy, bez transeptu, z prezbiterium równej wysokości
szerokości z nawą główną, zakończonym łukiem segmentowym. Fasada
btzwieżowa, dwukondygnacyjna, typu fasady kościoła św. św. Piotra i Pawła
Krakowie, lecz bez nisz i posągów. Kościół murowany z cegły, pokryty
łachem z czerwonej glinianej dachówki, otynkowany zewnątrz i wewnątrz,
rnątrz pobielany wapnem. Wnętrze kościoła trójprzęsłowe, podzielone na 3
i przęsła za pomocą filarów, opilastrowanych, zwieńczonych pięknymi
grymsami, wydatnie wyskakującymi ku przodowi, tworzącymi ąuasikapitel
Kiru. Każdy z filarów dźwiga cztery półkoliste gurty (trzy z nich w nawach
jDcznych na łuku podwyższonym), rozchodzące się w czterech kierun-
i, podtrzymujące sklepienie krzyżowe. Okna prostokątne, zakończone
\oliscie. Chór organowy wsparty na jednym łuku, parapet chóru wygina
ic ku przodowi linią wklęsłowypukłą. W kościele jest kilka ołtarzów. Wszyst-
hitektoniczne i murowane, pokryte barwnym stiukiem - wszystkie ołta-
rze boczne bez rzeźby figuralnej. Ołtarz wielki w absydzie na planie wklęsło-
rukłym, potraktowany przestrzennie, ze skośnym ustawieniem kolumn na
ic pilastrów, dwukondygnacyjny. Między kolumnami o kapitelach koryncko-
okokowych, złoconych, stoją szaro-białe posągi św. św. Piotra i Pawła nadna-
fcralnej wielkości. Oba w kontrapoście. Szaty wzburzone, jakby porwane wi-
Arem, jakby były z mokrej materii, łamiącej się w sztywne, geometryczne
. spiętrzone wulkaniczną siłą, monumentalne i uroczyste w wyrazie. Św.
hotr, stojący po stronie Ewangelii, wyciąga lekko zgiętą lewą rękę z zawieszo-
oi kluczami w lewo-wzwyż ku Chrystusowi na krzyżu (wykonanemu te-
dmiką rzeźby pełnej, o szaro-białej barwie, tak jak i krzyż, naturalnej wielkoś-
a, wypełniającemu wraz z krzyżem główną, środkową płaszczyznę ołtarza.
Chrystus potraktowany z idealizowanym realizmem, jego twarz jest piękna, o
tjsz\ rzeźbiarz lwowski XVIII stulecia, War-
z. Karta z dziejów polskiej rzeźby rokokowej.
835023097.004.png
22
Antoni Maśliński
Barok - sztuką prz*
klasycznych rysach, bez śladu cierpienia. Ręce z kluczami św. Piotra odpowia-
da wysunięta lewo-wprzód lewa noga i towarzyszy kierunkowo skręt głowy w
kierunku lewo-wzwyż, co powoduje nabrzmienie w szyi mięśnia mostkowo-
obojczykowo-sutkowego (musculus sternocleidomastoideus). Taki ruch gło-
wy nazwałem w innym miejscu „gestem Brutusa". W tym geście św. Piotr ma
w sobie coś z orła uczepionego skały górskiej. Pendant do niego stanowi św.
Paweł z mieczem wiszącym między palcami prawej ręki, gdy w lewej trzyma
otwarta księgę. Twarz ascetyczna, pociągła, o wystających kościach policzko-
wych. Święty zatopiony w mistycznej kontemplacji. Górna kondygnację ołta-
rza zdobi para aniołków. Na gurtach sklepienia nawy głównej, na ścianie fasa-
dowej chóru organowego i na sklepieniu prezbiterium freski przedstawiają
cykl stworzenia świata i człowieka. Filary kościoła pokryte freskową imitacją
marmuru w żyłki o barwie białawo-szarawej. Posadzka z płyt marmurowych
ułożonych w szachownicę o kolorach na przemian szarawo-białawym i szara-
wo-różowawym. Ławki i konfesjonały barokowe, również barokowa okazała
ambona po stronie Ewangelii. Organy XIX-wieczne w kształcie neorenesanso-
wym. Zatrzymałem się nieco nad tym kościołem ze względu na wybitną war-
tość artystyczną jego rzeźby i architektury o rzadkim układzie przestrzennym.
Architektura doczekała się jedynie krótkiej wzmianki 27 . Rzeźba zaś tego koś-
cioła jest w literaturze zupełnie nieznana.
* Na polu malarstwa niezwykłość i mistrzostwo sztuki baroku najlepiej
oddają słowa wielkiego znawcy nowożytnego malarstwa europejskiego, Jana
7 K. Piwocki w recenzji książki S. Lorentza pt. Jan Krzysztof Glaubitz, architekt wileński
2
XVIII w. Materiały do życia i twórczości (Warszawa 1937, „Dawna Sztuka", 1(1938), z. 3, s. 257)
przytacza dwa dokumenty, znalezione przez Euzebiusza Łopacińskiego: 1. Testament biskupa
wileńskiego, Michała Jana Zienkowicza z 18 II 1761 r., w którym prosi „per amorem Dei*
o zaangażowanie „architekta Pana Glaubicza lub innego dobrego architekta, aby wymurował
dobry kościół w Lidzie na miejscu, gdzie nikczemny drewniany kościółek"; 2. Zapis jego brati
Tomasza, biskupa sufragana wileńskiego, w r. 1767 kwoty 25 000 tynfów na dokończenie budo-
wy tegoż kościoła. Opierając się na tym i na krótko wspomnianych cechach stylowych, słusznie |
chyba przypuszcza Piwocki, że kościół parafialny w Lidzie prawdopodobnie zbudował w latach
1765-1770 Glaubitz vel Glaubicz. (Według Lorentza pochodzi on z rodziny znanej tu jużJ
w XVI w.). Fasada kościoła była pierwotnie dwuwieżowa. Wizytacja z 1777 r. stwierdza zagro-
żenie trójkondygnacyjnych wież. Musiano je więc rozebrać, bo dzisiejsza fasada kościoła jest
bezwieżowa, w typie wczesnego baroku rzymskiego. Autorstwo Glaubicza powtórzono w Wiel-
kiej Encyklopedii Powszechnej, skracając o 3 lata czas budowy kościoła: 1765-1767.
W ołtarzowej rzeźbie figuralnej kościoła lidzkiego widzę cechy stylowo-formalne szkoły
Iwowskiej. Rzeźba kościoła w Lidzie jest zupełnie inna niż rzeźba kościołów wileńskich. Za ta-
kim wynikiem analizy formy artystycznej przemawiałaby też poniekąd wiadomość archiwalna,
którą opublikował Tadeusz Mańkowski, że „brat Jan, który przez 3 lata prócz rzeźb w drzewit
wykonywał także stiukowe roboty w kościele i klasztorze Dominikanów we Lwowie, zaś w sty-
czniu 1766, otrzymawszy na to »prowizję i wiatyk«, za dyspozycja prowincjalska wyjechał do
Nowogródka." (Lwowska rzeźba rokokowa, Lwów 1937, s. 21). Wiadomość tę podaje też Zbig-
niew Hornung: Jan de Witte, znakomity architekt polski XVIII w., s. 120 maszynopisu ksiażt
(w druku). Nowogródek leży na południe od Lidy w odległości ok. 40 km.
*J. Żarnowski, Nowożytne malarstwo
835023097.005.png
23
Barok - sztuką przeciwieństw w syntezie artystycznej
-irnowskiego: „Renesans widział przedmioty i postaci w ich określonej
lie, ograniczonej na zewnątrz jasną i wyrazistą linją konturu; barok zaś
idzi zjawiska malowniczo,;tj. związuje w całość konfigurację planj, świateł
i cieni, nie zatrzymując się na realnych granicach przedmiotów. jLinja jako
pierwiastek, ograniczający kształty i prowadzący oko widza, znika, natomiast
malowniczy rozkład plam, świateł i cieni prezentuje optyczną treść dzieła
w innym rytmie: podczas gdy oko wchłania dzieło renesansowe stopniowo,
pakby dodając do siebie poszczególne składniki kompozycjne, dzieło baroko-
we od razu staje się w swej całości przed widzem. Pierwiastek dynamiczny ba-
:>ku ujawnia się jednocześnie i w innych cechach: barok jest sztuką, która od-
iwa przestrzeń jako nieskończoną i zarazem potrafi uwydatnić tę jej właści-
)ść. Odczuwa zmysłowo namacalną realność zjawisk, ale jednocześniem
lie przenieść tę realność w sferę czystej zjawy. Nie potrzebuje przedstawiać
zedmiotów w całej pełni ich form rzeczywistych, lecz dzięki dynamicznej
jrze swego systemu optycznego poprzestaje na częściowem ich zaznacze-
Ma on zmysł dla materialnej, namacalnej niemal jakości zjawisk: nigdy
zedtem ani potem nie umiano tak łudząco odtwarzać blasku słońca na wo-
zie, mroku zarośli leśnych, lśnienia atłasu lub miękkości aksamitu — a jedno-
ześnie nigdy jeszcze różnorodność zjawisk nie przedstawiała się w takiej jed-
?ści. Zjawiska i przedmioty materjalne są jakby niezliczonemi odmianami je-
lej materji, »substancji«, która stanowi istotę wszechświata. [...] [po manie-
ryzmie - wyjaśnienie A. M.] Sztuka baroku powraca do rzeczywistości,
rchłania atmosferę bezgranicznie wielkiego wszechświata, który się otworzył
zed oczyma ludzkości. [...^Dzieła barokowe, zbudowane zazwyczaj na wie-
x)rakiej grze kontrastów, są jednocześnie i realistyczne, i wizjonerskie, a siła
oddziaływania stoi w prostym stosunku do siły napięcia między temi kon-
astami. Amplituda tego napięcia, dająca miarę osobistości artystycznej i du-
chowej, znalazła swój najsilniejszy wyraz w twórczości Rembrandta, który
potrafił syntetyzować artystyczne, religijne i ideowe credo współczesnej sobie
i-jdzkości" 28 .
Piękno natury odczuwamy poetycko a nie plastycznie. Jej formy, barwy,
zapachy, powiew wiatru, brzęk owadów, szmer liści, blaski, ciepło słońca
i chłód cienia - pozwalają nam unosić się w marzeniach naszą wyobraźnią,
głównie dzięki wzrokowi, ale nie tylko. Dlaczego te wspaniałe widoki, umiło-
wane w XIX w., me udawały się na ogół w malarstwie ówczesnym i do niego
nawiązującym? Nie dlatego, żeby artysta był koniecznie lichym malarzem, to
•est nie miał opanowanej techniki malarskiej. Często miał on ją może aż nazbyt
opanowaną. Ale błąd tkwił w tym, że malarze odczuwali jak poeci pod wpły-
wem
ce z kluczami św. Piotra odpowia-
zy kierunkowo skręt głowy w
mienie w szyi mięśnia mostkowo-
cleidomastoideus). Taki ruch gło-
ntusa". W tym geście św. Piotr ma
Cendant do niego stanowi św.
ii prawej ręki, gdy w lewej trzyma
, o -wystających kościach policzko-
emplacji. Górną kondygnację ołta-
enia nawy głównej, na ścianie fasa-
rrezbiterium freski przedstawiają
:>ła pokryte freskową imitacją
r ej. Posadzka z płyt marmurowych
rzemian szarawo-białawym i szara-
okowe, również barokowa okazała
-wieczne w kształcie neorenesanso-
riołem ze względu na wybitną war-
0 rzadkim układzie przestrzennym.
1 wzmianki 27 . Rzeźba zaś tego koś-
istrzostwo sztuki baroku najlepiej
lego malarstwa europejskiego, Jana
. Jan Krzysztof Claubitz, architekt wileński
1937, „Dawna Sztuka", 1(1938), z. 3, s. 257)
>iusza Łopacińskiego: 1. Testament biskupa
'61 T., w którym prosi „per amorem Dei"
nnego dobrego architekta, aby wymurował
jr drewniany kościółek"; 2. Zapis jego brata
kwoty 25 000 tynfów na dokończenie budo-
wspomnianych cechach stylowych, słusznie
• lidzie prawdopodobnie zbudował w latach
tzj pochodzi on z rodziny znanej tu już
eżowa. Wizytacja z 1777 r. stwierdza zagro-
rozebrać, bo dzisiejsza fasada kościoła jest
i. Autorstwo Glaubicza powtórzono w Wiel-
as budowy kościoła: 1765-1767.
iego widzę cechy stylowo-formalne szkoły
nna niż rzeźba kościołów wileńskich. Za ta-
rułaby też poniekąd wiadomość archiwalna,
n, który przez 3 lata prócz rzeźb w drzewie
ztorze Dominikanów we Lwowie, zaś w sty-
t«, za dyspozycją prowincjalska wyjechał do
• 1937, s. 21). Wiadomość tę podaje też Zbig-
polski XVIII w., s. 120 maszynopisu książki
«• odległości ok. 40 km.
przemożonej
roli
poezji
romantycznej
i
chcieli w
obrazie
28 J. Żarnowski, Nowożytne malarstwo i rzeźby, w: Historja sztuki, t. 3, Lwów 1934,
.254.
835023097.001.png
Zgłoś jeśli naruszono regulamin