Szmidt Robert J. - Toy Land.pdf

(702 KB) Pobierz
897931942.001.png
Robert J. Szmidt
TOY LAND
Jarkowi Kotarskiemu dedykuję.
- Dowódca na mostku! - Przeciągły, wysoki ton gwizdka i
towarzyszący mu okrzyk oficera dyżurnego postawił wszystkich
obecnych na nogi.
- Spocznij! - Komandor Adamkas Zwiebellus wkroczył do
przestronnego pomieszczenia sprężystym i pewnym krokiem
frontowego oficera.
Nie omieszkał przy tym omieść spojrzeniem i bielą swojej
rękawiczki popiersia Mistrza Stanisława. Jego wielkie dzieło było
pierwowzorem nazwy jednostki, którą przyszło mu teraz dowodzić.
Zgodnie z przypuszczeniem, materia oblekająca jego dłoń pozostała
aseptycznie czysta. Jak zawsze zresztą.
Zwiebellus, niezbyt szczupły i niewysoki, szedł dumnie
wyprostowany, z rękami założonymi za plecy. Nieskazitelnie
odprasowany, opięty jasnobeżowy mundur Zjednoczonej Floty
kontrastował z opaloną na brąz twarzą. Pomimo jedenastego krzyżyka
na karku dowódca „Niezwyciężonego” zachował czerstwy, zdrowy
wygląd. Ciemne, wciąż gęste włosy z kilkoma zaledwie pasmami
siwizny opadały na wysokie czoło, a orli nos nadawał pociągłej
twarzy niemal władcze, a na pewno szlachetne rysy. W pełni
zasłużone, zważywszy na tytuł barona, jaki odebrał z rąk samego
Cesarza niespełna rok wcześniej.
- Mam nadzieję - komandor podszedł do stanowiska dowodzenia
i zmierzył chłodnym wzrokiem oficera pełniącego wachtę na mostku
niszczyciela - że nie wzywaliście mnie na darmo.
- Nie, sir! - Wyprężony jak struna żołnierz starał się za wszelką
cenę uniknąć wbitego weń przenikliwego wzroku dowódcy.
- Może mi pan zatem zdradzić, poruczniku, co to za kataklizm
sprawił, że musiałem przerwać poobiednią medytację? - zagadnął
Zwiebellus, sadowiąc się w swoim fotelu. - Czyżby kłopoty na
powierzchni?
Przez moment panowała niczym nie zmącona cisza. Gwizdki
alarmowe umilkły w chwili, gdy komandor przekroczył próg owalnej
sali dowodzenia, a pokaźna przestrzeń skutecznie pochłaniała odgłosy
dochodzące z poszczególnych stanowisk kierowania ogniem i innych
konsol, obsługiwanych przez całą dobę li tylko na wszelki wypadek.
- Nie, sir! Wykryliśmy aktywację kanału podprzestrzennego! -
wyrecytował, stojąc nadal na baczność, porucznik von Kowal.
- Spocznij - mruknął komandor, spoglądając na monitory. - Co
w tym niezwykłego, Robercie, że ktoś postanowił odwiedzić to
zapomniane przez Boga i ludzi miejsce?
- To nierejestrowany kanał, sir! - Oficer stanął w luźniejszej
postawie, ale nadal spoglądał gdzieś w pustkę.
- Nierejestrowany, powiadasz...
- Tak jest, sir!
Komandor spojrzał na von Kowala z rozbawieniem. Młody,
zaraz po Akademii, traktował wszystko ze śmiertelną powagą. Dobry
materiał na oficera... jeśli przeżyje pierwsze lata służby. Zazdrość
konkurentów bywała ostatnio we Flocie bardziej zabójcza niż wróg.
- Sektor?
- Azymut 160, kwadrant A. - Odpowiedź nadeszła natychmiast,
Zgłoś jeśli naruszono regulamin