Obiad w raju.doc

(31 KB) Pobierz
Obiad w raju

Obiad w raju

 

Byli jedni państwo, pan i pani, wielce od siebie różni. Pan był bardzo miłosierny, pani skąpa jak jędza. Pan czynił wielkie jałmużny i siadając do każdego obiadu, posyłał po ubogiego. Pani zaś mówiła: „Śmierdzą mi dziady”, i gdy jej męża nie było w domu, wypychała ubogich za drzwi. Pewnego dnia pan przyjechał z drogi, i miał już obiad a dziadka żadnego nie było; dziady bowiem wiedząc o niebytności pańskiej, nie kręcili się wtedy koło dworu. Pan mówi do lokajów:

- Szukajcie mi ubogiego, bo bym nie mógł bez niego pożywać smacznie.

Lokaje przychodzą i meldują, że znajomi ubodzy są na teraz nieobecni, i tylko obcy dziad jakiś brudny, obszarpany znajduje się we wsi, lecz go nie wołają, gdyż to może dadrach, przechodni włóczęga, co jeszcze porwie widelec lub łyżkę srebrną.

- Wołać mi go – rzekł pan.

Lokaje przyprowadzili dziadoszka. Pani się schowała, mówiąc:

- Nie chcę go widzieć, a pfe, oszalałeś mężu z twoimi dziadami. Pan na to do pani:

- Co też narzekasz moja żono, mnie ten dziadek pachnie, za najlepszego gościa uważać go będę.

Pani nie siadła do stołu, pan jadł obiad z brudnym dziadkiem i cieszył się wielce długą z nim rozmową; po obiedzie zaś obmywszy mu nogi, przebrał go w swoje nowe suknie. Na odchodnym dziadek powiada panu:

- Przebrałeś mnie panie, uraczyłeś sowicie, teraz ja zapraszam cię do siebie na obiadek, bo trzeba o tym wiedzieć, że nie jestem tak ubogi jak się zdaje.

- Dobrze – rzekł pan, pojadę do ciebie, tylko mi wskaż miejsce twego pobytu.

- Tego uczynić nie mogę – odpowie dziadek, – lecz przyślę po parę siwych koni, którymi się do mnie dostaniesz. Pan przyzwolił na żądanie, a dziadek zniknął.

Po niejakim czasie zajechała piękna bryczka z parą siwych koni, oddano list panu zapraszający go na obiad do dziadka. Wsiadł pan i w mgnieniu oka zobaczył się w raju. Wyszedł dziadek przed pana; wita się z nim i oświadcza, że jest bardzo kontent z jego przybycia. Zaczęła się uczta, wśród której przybyły gość poznał w mniemanym dziadku samego Pana Jezusa. Ucztowali ze sobą w niebieskich radościach. Muzyka grała, anieli i święci, co niby jak publiczność byli, cudne pieśni śpiewali, a dokoła roztaczały się przecudne widoki, okolice pełne wód, drogi, ścieżki okolone pachnącymi kwiatami. Cały obiad składał się z niewypowiedzianego smaku potraw i napojów. Ptactwo wszelkie i wszystko stworzenie stało na usługi ucztujących w rajskim ogrodzie. Jabłka złote, owoce najsłodsze podawano gościom po obiedzie, wśród którego w orszaku aniołów i świętych dziewic przybyła sama Najświętsza Panienka. Bóg ojciec otwarł okienko w niebieskim pałacu i przeżegnawszy ucztujących spoglądał na rajska zabawę. Sto lat przeszło jakby jedna chwilka; pan sobie wreszcie przypomniał, że musi wrócić do pani. Upadł więc do nóżek pana Jezusa, Najświętszej Panienki, podziękował świętym i prosił najbliżej będącego anioła, żeby go do domu zaprowadził.

Pojechał anioł Boży z panem tymi samymi siwymi końmi i bryczką, lecz w drodze krzyżowej co nawracała przez czyściec do piekła, widzieli jakąś kobietę, której diabeł paznokcie kleszczami rozpalonymi obcinał. Pan nie mógł znieść tego widoku, odwrócił głowę. Przybywszy do siebie, w miejscu swego domu znalazł tylko kamień mchem obrośnięty; ludzie obcy żyjący we wsi nawet już nie znali jego nazwiska. Dopieroż anioł Boży powiada panu, że męczoną kobietą, którą w drodze widzieli, jest jego żona, ponieważ brzydziła się ubogimi, była skąpa, więc po śmierci diabli ją wzięli jak swoją. Pan na tę wiadomość, boleścią przejęty, umarł na ręku anioła, i już z nim na wieczne przeniósł się do raju mieszkanie.

 

Zgłoś jeśli naruszono regulamin