Azyl W Gorach.pdf

(325 KB) Pobierz
<!DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD HTML 4.01//EN" "http://www.w3.org/TR/html4/strict.dtd">
CARA COLTER
AZYL W GÓRACH
839018873.001.png 839018873.002.png 839018873.003.png 839018873.004.png
Niniejsza darmowa publikacja zawiera jedynie fragment
pełnej wersji całej publikacji.
Aby przeczytać ten tytuł w pełnej wersji kliknij tutaj .
Niniejsza publikacja może być kopiowana, oraz dowolnie
rozprowadzana tylko i wyłącznie w formie dostarczonej przez
NetPress Digital Sp. z o.o., operatora sklepu na którym można
jakiekolwiek zmiany w zawartości publikacji bez pisemnej
zgody
NetPress oraz wydawcy niniejszej publikacji. Zabrania się jej
od-sprzedaży, zgodnie z regulaminem serwisu .
Pełna wersja niniejszej publikacji jest do nabycia w sklepie
internetowym Nexto.pl .
CARA COLTER
Azyl w górach
Tłumaczyła
Julita Mirska
Tytuł oryginału: His Mistletoe Bride
Pierwsze wydanie: Harlequin Romance, 2008
Redaktor serii: Ewa Godycka
Opracowanie redakcyjne: Ewa Godycka
Korekta: Urszula Gołębiewska
2008 by Cara Colter
for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin
Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011
Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji
części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.
Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu
z Harlequin Enterprises II B.V.
Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.
Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych
– żywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe.
Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin
i znak serii Harlequin Romans są zastrzeżone.
Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o.
00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25
Skład i łamanie: Studiu Q, Warszawa
ISBN 978-83-238-8413-2
ROMANS – 1072
ROZDZIAŁ PIERWSZY
Tego dnia funkcjonariusz Brody Taggert miał paskud-
ny humor.
– No dobra, możemy złożyć wizytę pannie Lili Grain-
ger – mruknął.
Jego suka Buba, zdrobniale Bu, która leżała wyciąg-
nięta na tylnym siedzeniu radiowozu, zaszczekała na
znak zgody.
Zważywszy na jego nastrój, pewnie nie jest to najlep-
szy moment na składanie wizyt komukolwiek, a zwłaszcza
nowej mieszkance Snow Mountain, początkującej pisar-
ce, właścicielce sklepu i siostrzenicy szefa w jednej osobie.
Właśnie z powodu jej pokrewieństwa z Paulem Hutchin-
sonem, zwanym przez wszystkich Hutchem, Tag nie mógł
odmówić. Prawdę rzekłszy, otrzymał rozkaz, aby się do niej
udać.
Hutch był z natury łagodnym człowiekiem, lecz zdener-
wował się, usłyszawszy, że Tag przegapił wczorajsze zebra-
nie grupy Ratujmy Święta w Snow Mountain.
– Ta mała coś knuje – powiedział. – To cwana bestia,
zupełnie jak jej matka, a moja siostra. A ty, psiakrew, opuś-
ciłeś zebranie, więc poruszamy się po omacku.
Po omacku to trafne określenie, pomyślał Tag. Albo-
Zgłoś jeśli naruszono regulamin